Domek w mieście
Jestem domkiem
W środku wielkiego miasta.
Liczy milion mieszkańców.
Tysiące kamienic,
Tysiące innych domków,
Mniejszych, większych.
Każdy w jednym odcieniu tęczy.
Okna szlifowane do błysku,
Codziennie myte nową szmatką.
Dachy nagrzewane słońce,
Odbijają jego blask przejrzysty.
Na ulicach słychać znane melodie.
Z lokali niesie się dźwięk instrumentów.
Miasto jest czyste,
Zadbane,
Tętniące życiem.
Tylko u mnie nikt nie mieszka.
W środku wielkiego miasta.
Liczy milion mieszkańców.
Tysiące kamienic,
Tysiące innych domków,
Mniejszych, większych.
Każdy w jednym odcieniu tęczy.
Okna szlifowane do błysku,
Codziennie myte nową szmatką.
Dachy nagrzewane słońce,
Odbijają jego blask przejrzysty.
Na ulicach słychać znane melodie.
Z lokali niesie się dźwięk instrumentów.
Miasto jest czyste,
Zadbane,
Tętniące życiem.
Tylko u mnie nikt nie mieszka.

My rating
My rating
Problemem tego wiersza jest przysłowiowa "kawa na ławę". Tu nie ma chwili, żeby sobie coś wyobrazić albo dopowiedzieć. Wiemy od początku, o kim mowa itd.Gdybyś pozbył się "jestem domkiem" - trochę popracował nad środkiem - końcówka zbudowałaby zgrabnie metaforę. Jest potencjał, który podbije praktyka.
PS Moje komentarze mają pomóc i naprowadzić na właściwy trop.
3/5
My rating
My rating
My rating