Już się nie boję
czarne kruki latają dzisiaj nisko
zapowiadają deszcz i tylko mój krzyk
odbija się echem od murów Jerycha
starałem się uciszyć to wewnętrzne wycie
połknąć jak garść soli
doprawionej ostrą niewydolnością słowa
otworzyłem w murze przejście
do trzeciego wymiaru siebie
zeskanowałem plaster po plastrze
odkryłem w sobie cmentarz czarnych myśli
łąkę pełną modlitw i obrazy suchych dłoni
które uciskały skronie jak korona cierniowa
możecie spalić wszystkie wiersze
płótno w które zawinięto moje ciało
i tę połamaną sztalugę z moich kości
rozbijcie ten stary zegar w moim pokoju
wskazówki zamieńcie na krzyż bez Chrystusa
wetknijcie go w puste miejsce po moich oczach
już się nie boję
mam w sobie gniazdo które skrzydlata wiara
uplotła w moim wciąż jeszcze ciepłym sercu
zapowiadają deszcz i tylko mój krzyk
odbija się echem od murów Jerycha
starałem się uciszyć to wewnętrzne wycie
połknąć jak garść soli
doprawionej ostrą niewydolnością słowa
otworzyłem w murze przejście
do trzeciego wymiaru siebie
zeskanowałem plaster po plastrze
odkryłem w sobie cmentarz czarnych myśli
łąkę pełną modlitw i obrazy suchych dłoni
które uciskały skronie jak korona cierniowa
możecie spalić wszystkie wiersze
płótno w które zawinięto moje ciało
i tę połamaną sztalugę z moich kości
rozbijcie ten stary zegar w moim pokoju
wskazówki zamieńcie na krzyż bez Chrystusa
wetknijcie go w puste miejsce po moich oczach
już się nie boję
mam w sobie gniazdo które skrzydlata wiara
uplotła w moim wciąż jeszcze ciepłym sercu

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating