Pokonać trud

author:  Maksymilian Tchoń
5.0/5 | 2


Grubą kreską oddzielę:
może pewności od morza spokoju
Ulepię cytadelę z pięciu
ziaren piasku

Oponowanie w kwestiach sztuki
jest omyłką, gdyż jestem nieprzypadkowym graczem na planszy dziejowej matrycy

Przesypię pustynię w dobę marsjańską – przeleję łyżeczką ocean
Zdradzę Bolonię, gdyż mój uniwersytet w Krakowie
(ileż stopni kryje w sobie Wiosna Ludów?)

Podążę za pięcioma zmysłami
gdy zadrży ziemia
i ustanie szept wiatru
pod pozorem erupcji emocjonalnych serca
gdy wyleją oceany łez z roztoki bólu istnienia –
Me fiordy zaznaczą głębię treści pluralizm duszy

gdyż tylko z tobą ona Jedna, ona Jedna, Jedna

Ugotuję się w parze
będę walczył z tobą o wpływy
przy parzeniu herbaty
Dotrzymam tajemnicy zbawienia w swym niedomkniętym życiu
gdy klucze zostawiłem w drzwiach
do haftu serafinowej sukni

Odpiszę od podatku meander wiary
gdyż wierzę, to poselstwo czystej myśli
to kreacja z epoki dramy
Na ugorze zbawienie o które poróżniłem się z ojcem
To są słowa puste i jednoznaczne
Mam trzydzieści sześć lat – jestem kawalerem
boć zamówiłem wieczność na stałe,
a chwila?

Na kopcu z rys woskowych odmieniana bliskość ciał niebieskich

z docieraniem promienia słońca
założyłem się w cieniu stojąc po dziś dzień

Tam są tory, rozdroża, zagaje, a na bocznicy stoi zmęczenie
Dziś to samo oglądam:
wszystko mnie stąd wypędza i wszystko w miejscu trzyma

Jesteś moim portem –
zakotwiczę w nim na zawsze



 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating: