ODDECH ZIMY
Pejzaż aż po horyzont
chłodu znamiona niosąc
w czystej bieli tonął
w pąkach puchu ogrody spały
białe gwiazdki niesione podmuchem
szybowały chaotycznie ścigając się
topniały rozpływająco
po różanych policzkach
na strunach bezlistnych konarów
grał rzewnie wiatr
kosmyki włosów rozrzucając na boki
szliśmy objęci śnieżnobiała ciszą
przytul mnie mocniej
powtarzałam jak mantrę
pocałuj
zamknęłam powieki
wielobarwną jesień
zapomnieć trudno
ciepło kominka resztki bieli
rozplątało z odzienia.
chłodu znamiona niosąc
w czystej bieli tonął
w pąkach puchu ogrody spały
białe gwiazdki niesione podmuchem
szybowały chaotycznie ścigając się
topniały rozpływająco
po różanych policzkach
na strunach bezlistnych konarów
grał rzewnie wiatr
kosmyki włosów rozrzucając na boki
szliśmy objęci śnieżnobiała ciszą
przytul mnie mocniej
powtarzałam jak mantrę
pocałuj
zamknęłam powieki
wielobarwną jesień
zapomnieć trudno
ciepło kominka resztki bieli
rozplątało z odzienia.

@ Jarosław Burgieł
Dzięki@ Anna Krzyczkowska
Dziękuję@ Anna Krzyczkowska
Dziękuję@ Anna Krzyczkowska
Dziękuję@ Kasia Dominik
Dziękuję@ Monika J. Kasprzyk
DziękujęMy rating
My rating
My rating
My rating