Dorozumieć
Z beczki śmiechu do arsenału łez
rozciągam godziny do tyłu.
Ślady na piasku układam w kształt
stóp nie moich
i patrzę przez oczko wodne,
jak bociany odlatują bez paszportów.
Kiedy paszcze kominów betonowej dżungli
połykają zachód słońc wielu
i wschody jednego księżyca,
czuję, choć nie powinnam,
reperfuzję stacji przekaźnikowej ust.
Zasadą Heisenberga
neutralizuję dawno niemłode lata
i próbuję uścisnąć powietrze.
Tego lata stanę się piękna.
Kasia Dominik
rozciągam godziny do tyłu.
Ślady na piasku układam w kształt
stóp nie moich
i patrzę przez oczko wodne,
jak bociany odlatują bez paszportów.
Kiedy paszcze kominów betonowej dżungli
połykają zachód słońc wielu
i wschody jednego księżyca,
czuję, choć nie powinnam,
reperfuzję stacji przekaźnikowej ust.
Zasadą Heisenberga
neutralizuję dawno niemłode lata
i próbuję uścisnąć powietrze.
Tego lata stanę się piękna.
Kasia Dominik

My rating
My rating
My rating
My rating