Wieczorem
I ten księżyc taki jasny,
za firanką pajęczyny
taki pełny, mglisty.
I te drzewa takie nagie,
sztywne ramiona gałęzi
podnoszą do gwiazd.
I ja taka, jak ten księżyc,
blada, otulona cieniem mgły
i smutku szalikiem.
I my tacy obcy, szarzy,
jak ci, co rano na przystanku
czekają na tramwaj.
Po tej księżycowej pełni
chłód okryje nasze dłonie,
już czas na ostatni, jesienny
pocałunek.
8 listopad 2022
za firanką pajęczyny
taki pełny, mglisty.
I te drzewa takie nagie,
sztywne ramiona gałęzi
podnoszą do gwiazd.
I ja taka, jak ten księżyc,
blada, otulona cieniem mgły
i smutku szalikiem.
I my tacy obcy, szarzy,
jak ci, co rano na przystanku
czekają na tramwaj.
Po tej księżycowej pełni
chłód okryje nasze dłonie,
już czas na ostatni, jesienny
pocałunek.
8 listopad 2022

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating