Wieczorem

author:  Barbara Munch
5.0/5 | 7


I ten księżyc taki jasny,
za firanką pajęczyny
taki pełny, mglisty.

I te drzewa takie nagie,
sztywne ramiona gałęzi
podnoszą do gwiazd.

I ja taka, jak ten księżyc,
blada, otulona cieniem mgły
i smutku szalikiem.

I my tacy obcy, szarzy,
jak ci, co rano na przystanku
czekają na tramwaj.

Po tej księżycowej pełni
chłód okryje nasze dłonie,
już czas na ostatni, jesienny
pocałunek.


8 listopad 2022



 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating: