Zgrzeszyłam...
Jesteś w moim świecie
Jedynie koszmarem
Cieniem z horroru wyrwanym
I czemu to upadłsze słońce
Bezczelnie podnosi oczy
Nad przestrzeniami mojej duszy
By w jej zakamarkach
Dostrzec zwątpienie
Miałeś nadzieję
A tu jedynie czerń
I nawet prześwity są zbyt ciasne
Dla zbyt późnych obietnic
Lepiej je pod dywan zamieść
By owiała nas warstwa kurzu
Od której zbiera się na mdłości
A tutaj czas jedynie odmierza
Od prawdy kolejne ziarenka
Od tej co nie znaczy nic więcej
Niż pusta ulica oświetlana latarniami
Pod którymi przychodzi grzeszyć
Tak swobodnie jak szybko
Zdołasz rozpiąć koszulę
Jedynie koszmarem
Cieniem z horroru wyrwanym
I czemu to upadłsze słońce
Bezczelnie podnosi oczy
Nad przestrzeniami mojej duszy
By w jej zakamarkach
Dostrzec zwątpienie
Miałeś nadzieję
A tu jedynie czerń
I nawet prześwity są zbyt ciasne
Dla zbyt późnych obietnic
Lepiej je pod dywan zamieść
By owiała nas warstwa kurzu
Od której zbiera się na mdłości
A tutaj czas jedynie odmierza
Od prawdy kolejne ziarenka
Od tej co nie znaczy nic więcej
Niż pusta ulica oświetlana latarniami
Pod którymi przychodzi grzeszyć
Tak swobodnie jak szybko
Zdołasz rozpiąć koszulę

My rating
My rating
My rating