Popiół i diament

author:  Obywatel RI
5.0/5 | 4


„Popiół i diament – to święty sakrament.”
Rzekł upiór i jednym susem przeskoczył przez ganek.
W pałacu wszystko widział, mimo grubych firanek,
W mizernej poświacie lampek gaszonych przez Trenera,
Który mówmy szczerze jest przecie sknera.
Lecz szedł jak podróżnik, co raz obrał drogę,
I idzie przed siebie, bez względu na trwogę,
Którą budzić może pałaczysko stare,
W zakrzowskim parku ukryte, niepozorne, szare.
Celem zjawy nie było straszenie mieszkańców,
Nie szuranie łańcuchami żelaznych kagańców,
Lecz spotkanie z panną co przed wieloma laty,
Żyła wraz z rodziną między tymi komnaty.
I choć upiór wyglądem swym nieco odstrasza,
Przecie w mundur ubrany cały czas jest Sasza.
I stąpa po schodach na drugie pięterko,
Gdzie strachliwe myszy uciekają prędko.
Podkówkami butów po cichutku stuka,
Stuk, puk, zgrzyt, puk, niesie się muzyka.
Lepsza niż utwór filharmonika,
Już zjawa wstąpiła na schodek ostatni,
Aż tu nagle nad nim…
Ujrzał psa małego niczym kundel bury,
Co przed pańskim kopniakiem nie skrył się do dziury,
Stoi takie małe, żałosne zwierzątko,
Upiór też zdziwiony, wszak to nie w porządku,
Bo ludzie jakoś mają na tyle rozsądku,
By uciekać przed duchem,
Z jak największym strachem,
A to małe psisko, z ogona zamachem,
Cieszy się coraz bardziej,
I jeszcze wodzi nosem, za nowym zapachem!
Bo od nieboszczyka ciągnie zgnilizny odorem,
Na co psisko radośnie kłapie jęzorem.
Bo kostki świecą, w podniebieniu pali,
Oj, jakby się piesek do takiej przywalił.
Duch zrozumiawszy intencje sierściucha,
Ucieka z przerażeniem.
Pies nastawił ucha,
Lecz nie usłyszał niczego, zmartwił się potwornie,
I do pokoju wrócił obgryzać jakieś spodnie,
A zjawa na wierzbę uciekła szybciorem,
Bo tam jej nie dopadnie pies swym ozorem.
Ale zaraz, co z panną z pałacu?
Czy nie miała czasu?
A panna nie przyszła…
bo kapryśna była,
Ale co z tym diamentem? – pewno się spytacie,
A zaborczy jesteście…Pewno po tacie.
Ten diament to nie węgiel zgrabnie ociosany,
Rękami jubilera co nie wyszedł z wprawy,
To skarb cenniejszy od wszystkich na świecie,
Tych małych i wielkich –
Jednym słowem wszelkich.
Bo ten diament w sercu każdego się gnieździ,
Bo serce dobroci najwięcej pomieści,
I zjawa choć dobre intencje miała,
Musi się zadowolić kawałkiem konara,
Bo nawet gdy jedno pragnie,
A drugie to zlewa,
To na taki układ może nasrać mewa,
Bo z tego nic nie będzie,
Niech się duch nie gniewa,
Żar w popiół się zmieni,
Uczucie przygaśnie,
A spróchniałą pannę niechaj piorun trzaśnie!



Taka to historia o miłosnym zawodzie,
W którym nawet pomyśleć nie można o wzwodzie,
Bo Sasza jest trupem przeszło lat sześćdziesiąt,
Lecz morał dobry będzie jeszcze z dziewiećdziesąt



 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
19.05.2011,  kate

Moja ocena

koszącym mewy lotem
objawiony morał
dobry teraz i potem
nawet na chorał ;)
My rating:  
19.05.2011,  LilaNocna

My rating

My rating:  
19.05.2011,  renee