Sto róż
Z Rosji wyjeżdżam pociągiem – do Polski wjeżdżam boso.
Mam chwilę i wieczność by nasycić drogi
posiłkiem z łzy czystej w jutrze spojrzenia.
Credo zaciąga się alternatywą
Ukraina płacze – mamy zatrute języki.
Mamy czarne ziemie,
mamy ton pokerowej przeszłości,
mamy sandały ze śniegu
i ognie sztuczne wyplute ignorancją uniesienia brwi
(w którym zderzenie nie powoduje ran, a tylko blizny).
Mamy święte miejsca zaprzeczenia snu
i tutejszy rokosz w postaci chleba,
mamy to: zdziczałe serce na granicy horyzontu poety
innych grzechów pełni i tych samych cnót nowiu
odkrywając Dziesięć Przykazań
w muzeum dzieciństwa?
Mam chwilę i wieczność by nasycić drogi
posiłkiem z łzy czystej w jutrze spojrzenia.
Credo zaciąga się alternatywą
Ukraina płacze – mamy zatrute języki.
Mamy czarne ziemie,
mamy ton pokerowej przeszłości,
mamy sandały ze śniegu
i ognie sztuczne wyplute ignorancją uniesienia brwi
(w którym zderzenie nie powoduje ran, a tylko blizny).
Mamy święte miejsca zaprzeczenia snu
i tutejszy rokosz w postaci chleba,
mamy to: zdziczałe serce na granicy horyzontu poety
innych grzechów pełni i tych samych cnót nowiu
odkrywając Dziesięć Przykazań
w muzeum dzieciństwa?

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating