Apokalipto | version: 12.08.2021 23:55
W świetle dalekiej latarni
zobaczyłam nieczłowieka.
Uśmiechał się, szeroko, głupkowato,miał jeszcze wszystkie zęby,
Trzymał puszkę piwa.
W domu
dokładnie obejrzałam swoją twarz.
To niemożliwe,
człowiek tak nie wygląda.
Jakby jadł surowe mięso,
jakby polował i zabijał
wprost na ulicy,
O zmierzchu.
A może TO już się dokonało.
Ten wirus..
Zamienia ludzi w zombi, ich dzieci,
nawet ich psy...
Uśmiechał się szeroko, głupkowato,
jakbym byłam bezpańską kurą na rosół.
Może chciał uszczypnąć, sprawdzić jędrność mięsa,
bez obaw,
bo przecież nie ma naturalnych wrogów
ten obcy, inwazyjny gatunek.
To już ,
jedzenie biega po ulicach ?
Może już najwyższa pora, żeby w to uwierzyć ?
zobaczyłam nieczłowieka.
Uśmiechał się, szeroko, głupkowato,miał jeszcze wszystkie zęby,
Trzymał puszkę piwa.
W domu
dokładnie obejrzałam swoją twarz.
To niemożliwe,
człowiek tak nie wygląda.
Jakby jadł surowe mięso,
jakby polował i zabijał
wprost na ulicy,
O zmierzchu.
A może TO już się dokonało.
Ten wirus..
Zamienia ludzi w zombi, ich dzieci,
nawet ich psy...
Uśmiechał się szeroko, głupkowato,
jakbym byłam bezpańską kurą na rosół.
Może chciał uszczypnąć, sprawdzić jędrność mięsa,
bez obaw,
bo przecież nie ma naturalnych wrogów
ten obcy, inwazyjny gatunek.
To już ,
jedzenie biega po ulicach ?
Może już najwyższa pora, żeby w to uwierzyć ?
Poem versions

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating