Bajka autoterapeutyczna

author:  Ula eM
5.0/5 | 3


To był taki czas, że Ziemię
trzeba było zaludnić na nowo.
Dużo dusz płakało, bezdomne szarpały bożą szatę,
aż zniecierpliwiony Bóg wpadł na pomysł,
by je zrzucać z Nieba, tak po prostu.
Na kogo upadnie,
na tego bęc.
Więc
znajdowano je wszędzie, w kapuście, na kamieniu,
w łóżku, rano albo wieczorem.
Nie wszyscy cieszyli się z prezentu,
podejrzewano nawet bociany o te podrzutki.
I dusze płakały dalej, ale Niebo już się zamknęło.

Czasem były to piękne dzieci a czasami nie,
więc i
kochane były
lub nie. Naprzemiennie.

Te zapłakane płakały w sobie, bezgłośnie.
I bolało Boga, że bez słów.

"Przecież
nie dałem posagu !
Dam im, dar słowa, niech się wypłaczą
i - do najjaśniejszej gwiazdy - zaczną wreszcie żyć !"

I tak stworzył poetów,
naprawdę przypadkiem.
Ale, że był Bogiem, zrobił to genialnie.
Mogli wreszcie wykrzyczeć co ich boli,
choć nie do końca,
dlatego mówią o słońcu, kwiatach miłości.
Ładnie.

Polubił ich nawet.
Odtąd słowo
ma moc,
mówią, że czarodziejską.

Poem versions


 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
02.11.2023,  Dekameron

My rating

My rating: