przemknąłeś
reszta jest Boga
i przyjdzie mi
srebrnieć o tym
i nie płakać
bo na długo przemókłby parasol
żaden nie zmieściłby się
we wszystkich moich łzach
gdy rozplatam w tobie słabość
dotykam ostrożnie słów
i nie wiem gdzie spojrzeć
bo każde wzwyż tak drży
że łatwo można się spłoszyć
nawet spaść błotem
i długo szukać jak
wzbić się kwiatem
powieść skończona
odebrałeś mi korale
uderzyłeś jak w rajskie drzewo-
dreszczem przebiegło
posmutniał Bóg
i motyl odfrunął z trzepotem
wracałeś
zatrzymany o próg
moich stóp
ale nasz czas nie czuł już czasu
zadbałam o spokój
by ulżyć rozpalonym skroniom
kiedy twoje oczy
dziś bledną z niedoumierania
wracasz rozszeptany w dziobie
ze źdźbłem nieba w skrzydłach
kiedy samotność tak natrętnie
patrzy ci w oczy
bywa
że twoją niedojrzałą miłość
w chwilach ciszy
czasami kołyszę
na rzęsach moich
i przyjdzie mi
srebrnieć o tym
i nie płakać
bo na długo przemókłby parasol
żaden nie zmieściłby się
we wszystkich moich łzach
gdy rozplatam w tobie słabość
dotykam ostrożnie słów
i nie wiem gdzie spojrzeć
bo każde wzwyż tak drży
że łatwo można się spłoszyć
nawet spaść błotem
i długo szukać jak
wzbić się kwiatem
powieść skończona
odebrałeś mi korale
uderzyłeś jak w rajskie drzewo-
dreszczem przebiegło
posmutniał Bóg
i motyl odfrunął z trzepotem
wracałeś
zatrzymany o próg
moich stóp
ale nasz czas nie czuł już czasu
zadbałam o spokój
by ulżyć rozpalonym skroniom
kiedy twoje oczy
dziś bledną z niedoumierania
wracasz rozszeptany w dziobie
ze źdźbłem nieba w skrzydłach
kiedy samotność tak natrętnie
patrzy ci w oczy
bywa
że twoją niedojrzałą miłość
w chwilach ciszy
czasami kołyszę
na rzęsach moich

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating