Lekcyja dziewiąta

0.0/5 | 0


Na co się wtenczas matka zapatrzyła,
gdy cię, tak śliczne stworzenie, zrodziła,
Zosieńk grzeczna, boś ty Amorowi
barziej podobna, niźli człowiekowi,
i Wenus, nie wiem, by tak gładka była,
kiedy swe dziecię jedyne powiła.
Obie gładkości zgoła się zmieszały:
którą ma Wenus, którą Amor mały.
A t, na ziemi, nie masz równej tobie,
darmo się drugie podobają sobie.
Tobie natura szczodra darowała
wszytko, cokolwiek osobnego miała,
i przeto żaden niech się nie dziwuje,
że kto cię widzi, każdyć rad hołduje.
Jam dość na świecie znał nadobnych siła,
przecię mię żadna tak nie zniewoliła:
jako gdym ujrzał wdzięczne oczy twoje,
nierówne szczęście i pociechy moje,
zaraześ mi się tak upodobała,
jakobyś serce dać sobie kazała.
I dałem z chęcią, nic się nie strachając
ani wymówek próżnych nie szukając;
ty je masz w ręku, możesz wszytko z niego
uczynić, jako z niewolnika swego.
A tak, chociaś mi jeszcze nie ziściła,
w czymeś mię wczora była upewniła,
o żadnym przecię nie myślę wątpieniu,
póki tam serce u ciebie w więzieniu.
I dziś żeś na mnie łagodnie wejrzała,
znowuś mi nowej otuchy dodała;
stąd mam nadzieję, że zaraz i ciebie,
i serce swoje będę miał u siebie.
A wtenczas żadne złoto w takiej cenie,
żadne klejnoty i drogie kamienie
u mnie nie będą, jak to śliczne ciało,
gdy będzie ze mną pospołu leżało.
Bo niechaj sobie, jako chcą, smakują
skarby bogacze, jeśli nie miłują,
nie wiedzą, co jest na świecie dobrego –
nikt mię nie zbije z mniemania mojego:
fraszka królestwa, fraszka majętności,
fraszka rozkoszy wszytkie bez miłości.
Przeto, Zosieńku, niech to ludzie znają,
niech do marności tych się ubiegają –
kiedy cię będę na łonie piastował,
nikt mię bogactwy nie będzie celował.



 
COMMENTS