MEMENTO DIEM

author:  Alina Gołecka
5.0/5 | 12


Dzień przeczuwa chwilę swojej śmierci.

Przed zmierzchem jeszcze ostatni raz tańczy
wśród rudych traw, jak poranek.

Po chwili jednak, zmęczony, zziajany
kładzie się i nieruchomym wzrokiem
patrzy w górę.

Wszystko zastyga w niemym oczekiwaniu.

Drzewa zawsze tak wrażliwe
przestają poruszać ramionami.

Ptak tuli się do ptaka.

Wyświetlana na horyzoncie linia życia
coraz prostsza i bledsza.

Błękit, który towarzyszył dniowi od rana
teraz osłabł i wychodzi tylnymi drzwiami.

Zastąpi go indygo, potem czerń, na końcu - kir.

Ludzie pośpiesznie uchodzą do bram,
zapalają się w oknach pierwsze gromnice.

Z całego nieba
zwołują się płaczki - jedna po drugiej.

A wreszcie blady Sługa Boży
z muzyką sfer niebieskich

odprowadza zmarłego
na miejsce wiecznego spoczynku.

Poem versions


 
COMMENTS


My rating

My rating:  
14.01.2026,  mroźny

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
11.01.2026,  Rafał Gatny

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
11.01.2026,  WoG

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating: