Kalejdoskop złoty

author:  Czarek Płatak
5.0/5 | 6


Kalejdoskop złoty

Kiedy umarłem tej nocy,
w świecący tunel zapadłem
jak kalejdoskop był złoty

żywych ścielony dywanem
dłoni, tańczących jak trawy
przez wiatr o zmierzchu głaskane.

Wrzask z ust dobyłem, lecz martwy,
tunel pulsował jak ogień,
trójkąty, kwadraty, mozaiki

igrały milionem rozet,
a w głowie te myśli dzikie,
że to już koniec. To koniec!

Utopiłbym się w panice,
w dywanie z żyjących dłoni,
gdyby wnet spokój nie przyszedł

i nie pomyślałbym — „to nic,
stało się i nie odstanie”,
zatem przestałem się bronić.

Dalej więc już w błogostanie,
te dłonie niosły mnie w jasność,
na grzbiecie przez palców fale

tam, gdzie u wylotu stał ktoś —
ciemne kontury postaci,
przywoływały mnie w światło.

Czułem, że bliscy to jacyś,
było mi ciepło, bezpiecznie
tak jakby znów w łonie matki,

chciałem, by to trwało wiecznie,
nagle z krótkiego omdlenia
oprzytomniałem boleśnie.



 
COMMENTS


My rating

My rating:  
29.09.2018,  mroźny

My rating

My rating:  
28.09.2018,  bezecnik

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
28.09.2018,  Ula eM