Rozważanie na topoli
Usiadłem na złamanej topoli
Wiatr potężnie w nocy wiał
Wbite gałęzie w koryto górskiej rzeki
Żar sypany z niebios
Liście skręcając umierały
Jak by bolesne skurcze
Delikatny podmuch porywał tysiące elementów przy rzecznego bogactwa przyrody
W dół szumu
Na przedramieniu wygłodniały komar
Pęcznieje tonie otumaniony ilością pokarmu
Człowiek wspinający na szczyt znikomych wartości
Zachwycony pożera fałszywy dobrobyt
Czas niesie gruntownych setek zmian
Krążyć w skrytej niewiedzy
Szukając wiedzy
Na dnie mórz ?.....
W centymetrowych grubościach kurzu ?
W szeregach kilometrowych regałów papieru ?
Bojąc zapytać o prawdę
Jaką !?
Pewność przeznaczenia
Nie znajdziesz wróżąc wyprzedzenia
Gdy lud bogaty w złudny przewodnik
Kip żywota ubogiego
Z wyższym wzrokiem
Pewnym tej potrzeby
Otwarte wrota możliwości
Złotą kartą
Wzorcowego istnienia znikomy puls
Ilości nie ogarniemy
Cielesnych pociech
Zanika
Topnieje
Zasypia
Kamienieje
Istoty są początkiem
Rozróżniają
Tworzą
Utrwalając
Wszelkie świata części
Mechanizmy natury
Własne dokonania
Stwórcy bogactwa
Czas płynie jednostajnym nurtem
Fałszywie
Dynamicznie
Złudnie
Przyspiesza
Człowiek liczący
Śledzący jego przebieg
Gryzący refleksjami
Końca globalnego
Wniebowstąpienia
Nadejścia Pana
Tylko po co ?
Czego tak pragniemy ?....
Upadłości do bram piekła
Myśli trwaniem
Dojrzałość zależna od miary jednostki czasu ?
Żyjąc
Kochając
W regułach warunkowego spełnienia
W przestrzeganiu wytyczonych norm
Oczekując na dary
Zapłatę !
Kultura
Dobro
Pobożność ....
Stojąc na kodeksach wszystkich praw
Lekceważący tłum w rosnącym chaosie
Agresja budzi presje
Niemoc mimo wielkiej chęci
Wpojona nie właściwa moc
Cel żywota
Nie prawidłowe uświadomienie bycia
Wybrany zamknięty w bezsilności
Nie zbędny cel wywyższania
Napuszania
Znikomego usiłowania
Stania na przodzie
W życiowych rzędach
Czekając na słodki deszcz
W rozpychaniu
W szarpaniu swej prawdziwej godności
Wychowania
W sekundzie rozmyślania ?
Podjąć życiowy cel ?
W braku nie świadomości
Słów zdradliwych
Przekraczając nie widzącą granice
Szukając większości stada złudnego spełnienia
Milczenie
Cierpienie
Jęk
Ryk.
Suchy pysk
Trzask znikł
Otworzyła się ziemia
Wyszła zmora
Krzyknęła
Boże
Rozstąpiły się niebiosa
Przecięło przestrzeń wrzask
Niego dzień !
Myślące po szkodzie
Dusze ?
Tworzą wieczną tułaczkę
Zmywane naznaczenie Boga
Nie godni
Czego?
Łaski ?
Dla czego ?
Po ciemno granatowym szkle
Spływa gęsta gorąca krew
Rozbity mrok
Bez krawędzi tarcza
Strumień światła
Umiera czerń
Kwitnący dzień
Gdzie gniew ?
W niebie śpiew
Białe fale
Jedwab na wietrze
Tuli świat
Cierniowy krzak
Pali jasności czas
Ciepłem otul
Zimną dłoń
Gdy karmi obca ręka
A w Panie jest nadzieja
Kwiatostany dobroci
Rozpalany rozwój piękności
Anielskim oddechem
W ciszy nie wiedzy
W uśmiechu głupoty
Jedno mądre słowo
Lekceważenie niszczące
Zastanowienie poważne
Chwile pełne skupienia
Pył słusznego rozwoju na ciele
Przestworzach myszołów króluje
Rozłożone ramiona szeroko
Drzewa tańczą
Szumiąca melodia
Komar napęczniały odlatuje
Przedłuża sytość
Nie rozkazuje
Opisuje
Ludzka wola
Wbijając gwóźdź w stalowy słup
By zawieść ananimowy wiersz
Budować z kruchej cegły dom
W pewnym stanie tworzenia
Czuć się bezpiecznie ?.......
Wiatr potężnie w nocy wiał
Wbite gałęzie w koryto górskiej rzeki
Żar sypany z niebios
Liście skręcając umierały
Jak by bolesne skurcze
Delikatny podmuch porywał tysiące elementów przy rzecznego bogactwa przyrody
W dół szumu
Na przedramieniu wygłodniały komar
Pęcznieje tonie otumaniony ilością pokarmu
Człowiek wspinający na szczyt znikomych wartości
Zachwycony pożera fałszywy dobrobyt
Czas niesie gruntownych setek zmian
Krążyć w skrytej niewiedzy
Szukając wiedzy
Na dnie mórz ?.....
W centymetrowych grubościach kurzu ?
W szeregach kilometrowych regałów papieru ?
Bojąc zapytać o prawdę
Jaką !?
Pewność przeznaczenia
Nie znajdziesz wróżąc wyprzedzenia
Gdy lud bogaty w złudny przewodnik
Kip żywota ubogiego
Z wyższym wzrokiem
Pewnym tej potrzeby
Otwarte wrota możliwości
Złotą kartą
Wzorcowego istnienia znikomy puls
Ilości nie ogarniemy
Cielesnych pociech
Zanika
Topnieje
Zasypia
Kamienieje
Istoty są początkiem
Rozróżniają
Tworzą
Utrwalając
Wszelkie świata części
Mechanizmy natury
Własne dokonania
Stwórcy bogactwa
Czas płynie jednostajnym nurtem
Fałszywie
Dynamicznie
Złudnie
Przyspiesza
Człowiek liczący
Śledzący jego przebieg
Gryzący refleksjami
Końca globalnego
Wniebowstąpienia
Nadejścia Pana
Tylko po co ?
Czego tak pragniemy ?....
Upadłości do bram piekła
Myśli trwaniem
Dojrzałość zależna od miary jednostki czasu ?
Żyjąc
Kochając
W regułach warunkowego spełnienia
W przestrzeganiu wytyczonych norm
Oczekując na dary
Zapłatę !
Kultura
Dobro
Pobożność ....
Stojąc na kodeksach wszystkich praw
Lekceważący tłum w rosnącym chaosie
Agresja budzi presje
Niemoc mimo wielkiej chęci
Wpojona nie właściwa moc
Cel żywota
Nie prawidłowe uświadomienie bycia
Wybrany zamknięty w bezsilności
Nie zbędny cel wywyższania
Napuszania
Znikomego usiłowania
Stania na przodzie
W życiowych rzędach
Czekając na słodki deszcz
W rozpychaniu
W szarpaniu swej prawdziwej godności
Wychowania
W sekundzie rozmyślania ?
Podjąć życiowy cel ?
W braku nie świadomości
Słów zdradliwych
Przekraczając nie widzącą granice
Szukając większości stada złudnego spełnienia
Milczenie
Cierpienie
Jęk
Ryk.
Suchy pysk
Trzask znikł
Otworzyła się ziemia
Wyszła zmora
Krzyknęła
Boże
Rozstąpiły się niebiosa
Przecięło przestrzeń wrzask
Niego dzień !
Myślące po szkodzie
Dusze ?
Tworzą wieczną tułaczkę
Zmywane naznaczenie Boga
Nie godni
Czego?
Łaski ?
Dla czego ?
Po ciemno granatowym szkle
Spływa gęsta gorąca krew
Rozbity mrok
Bez krawędzi tarcza
Strumień światła
Umiera czerń
Kwitnący dzień
Gdzie gniew ?
W niebie śpiew
Białe fale
Jedwab na wietrze
Tuli świat
Cierniowy krzak
Pali jasności czas
Ciepłem otul
Zimną dłoń
Gdy karmi obca ręka
A w Panie jest nadzieja
Kwiatostany dobroci
Rozpalany rozwój piękności
Anielskim oddechem
W ciszy nie wiedzy
W uśmiechu głupoty
Jedno mądre słowo
Lekceważenie niszczące
Zastanowienie poważne
Chwile pełne skupienia
Pył słusznego rozwoju na ciele
Przestworzach myszołów króluje
Rozłożone ramiona szeroko
Drzewa tańczą
Szumiąca melodia
Komar napęczniały odlatuje
Przedłuża sytość
Nie rozkazuje
Opisuje
Ludzka wola
Wbijając gwóźdź w stalowy słup
By zawieść ananimowy wiersz
Budować z kruchej cegły dom
W pewnym stanie tworzenia
Czuć się bezpiecznie ?.......

i znow mamut
a do tego mitsch matsch ...madre slowa mowia bardzo doswiadczeni zyciem ludzie ...tylko