O poranku...

author:  Annyczka
5.0/5 | 6


O poranku zobaczyć jaki jest kolor jej oczu
I jak smakuje kawa, którą on zbiera z jej cienkich ust.
Jak słońce pieści jej twarz po gorącej nocy
I jak zazdrości temu słońcu, że może z niej zostać tu.

On już leci zachwycać świat, a mianowicie do pracy,
żeby wieczorem znów rozglądać w jej oczach świt.
Czarująca i gorąca jak sierpniowe lato,
ona bywa panterką, a bywa małym kotkiem, który śpi...

Zakręcona w mały kłębek po słodko męczącej nocy...
Będzie gotować mu jedne z jego ulubionych dań.
Marzyć, aż znów zobaczy jego spragnione oczy
i czekać go z pracy, ignorując żal pożegnań.

Zabierzcie wszystkie kłopoty, zostawcie im wieczność.
W końcu szczęście zwycięży, w końcu musi ta miłość być.
Promień słońca ślizga się na kruche kobiece plecy.
W jej ciepłych ramionach chce mu się znowu żyć...

Anna Szpilewska
PS

Zainspirowała mnie poezja walentynkowa, a ten wiersz
nie ma adresata)



 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating: