Recepta
Ćmy, cholerne ćmy wylatują z jedynej
żarówki tlącej się w moim płacie czołowym.
Zabrakło w nim łóżek na wyobrażenia
co by było gdyby...
Oparłem głowę o pustą butelkę,
to już dziewięćdziesiąt dni.
Mój dom stał się dworcem na którym
przesiadują moje ćmy.
Czekają na pociąg który już nigdy
nie przyjedzie. Dyżurny ruchu pomylił tory.
Głos z pierdzącego głośniczka oznajmia, że
do jutra to już tylko pieszo.
Podziemne przejścia a w nich ulokowany
bezdomny wstyd i rozpacz.
Schody w dół oznaczają krótki termin
przydatności żywotności.
Z odwłoków moich ciem wyrastają krzywe
wieże i przecinają zgliszcza tego co zostało
we mnie wczorajszym. Zapalam kaganek i
dolewam oliwy do mojego we mnie ognia.
Szybko. Śpiesz się człowieku! Wejdź do pustego klasztoru. Tu będziesz bezpieczny. Tu nie ma boga z obrazków, rzeźb i modlitw. I mądrości abym odróżniał jedno od drugiego...
Białe moje noce i ten strach to pióropusz ciała. Pióra czarne i białe. Białe wygrywa a czarne to wczoraj. Krzyżyk w pustym oknie to znak klinicznej śmierci.
Żarówka wciąż oświetla mój dom z cieknącym
dachem. Ćmy niosą pocieszenie i błogosławieństwo. Jeszcze nie śpię. Planuję
kolejny sen i rozliczam się z siebie.
Kolejna ćma spłonęła w ogniu lichej żarówki.
Została jeszcze jedna. Ona też spłonie zanim zasnę. Lekarz wystawił receptę na błogi sen, ale zapomniałem kupić papieru toaletowego i...
żarówki tlącej się w moim płacie czołowym.
Zabrakło w nim łóżek na wyobrażenia
co by było gdyby...
Oparłem głowę o pustą butelkę,
to już dziewięćdziesiąt dni.
Mój dom stał się dworcem na którym
przesiadują moje ćmy.
Czekają na pociąg który już nigdy
nie przyjedzie. Dyżurny ruchu pomylił tory.
Głos z pierdzącego głośniczka oznajmia, że
do jutra to już tylko pieszo.
Podziemne przejścia a w nich ulokowany
bezdomny wstyd i rozpacz.
Schody w dół oznaczają krótki termin
przydatności żywotności.
Z odwłoków moich ciem wyrastają krzywe
wieże i przecinają zgliszcza tego co zostało
we mnie wczorajszym. Zapalam kaganek i
dolewam oliwy do mojego we mnie ognia.
Szybko. Śpiesz się człowieku! Wejdź do pustego klasztoru. Tu będziesz bezpieczny. Tu nie ma boga z obrazków, rzeźb i modlitw. I mądrości abym odróżniał jedno od drugiego...
Białe moje noce i ten strach to pióropusz ciała. Pióra czarne i białe. Białe wygrywa a czarne to wczoraj. Krzyżyk w pustym oknie to znak klinicznej śmierci.
Żarówka wciąż oświetla mój dom z cieknącym
dachem. Ćmy niosą pocieszenie i błogosławieństwo. Jeszcze nie śpię. Planuję
kolejny sen i rozliczam się z siebie.
Kolejna ćma spłonęła w ogniu lichej żarówki.
Została jeszcze jedna. Ona też spłonie zanim zasnę. Lekarz wystawił receptę na błogi sen, ale zapomniałem kupić papieru toaletowego i...

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating