O łzę za dużo
Kiedy płowieje złote lico słońca,
milcząca dusza w zakamarkach szlocha.
Wspomina życia, którym smutek miotał,
gdy młode serce już nie chciało kochać.
Gwieździsty orszak przygaszoną nocą,
rozprasza myśli na księżyca łonie,
by wątłe słowa, które w wierszu mruczą,
mogły zaistnieć, kiedy pióro płonie.
Gdy zaś cierpienie rosi twarz poety,
sny przemoczone z powiek ociekają,
bo starczość skroni, raz, po raz i enty,
nie chce się rozstać z niezachwianą wiarą.
Lecz głośna cichsza nieczekanej daty,
wyznacza koniec ujawniając zwoje,
skądinąd losu, który jest bogaty
w pamięć płynącą bożej łaski zdrojem.
Cóż nam zostaje, jeno tylko przyjąć
wszelaki dopust w liczbach rozpisany.
Nasze istnienie i bliźniego miłość
wziąć razem z sobą w zaświatów arkany.
Kasia Dominik
milcząca dusza w zakamarkach szlocha.
Wspomina życia, którym smutek miotał,
gdy młode serce już nie chciało kochać.
Gwieździsty orszak przygaszoną nocą,
rozprasza myśli na księżyca łonie,
by wątłe słowa, które w wierszu mruczą,
mogły zaistnieć, kiedy pióro płonie.
Gdy zaś cierpienie rosi twarz poety,
sny przemoczone z powiek ociekają,
bo starczość skroni, raz, po raz i enty,
nie chce się rozstać z niezachwianą wiarą.
Lecz głośna cichsza nieczekanej daty,
wyznacza koniec ujawniając zwoje,
skądinąd losu, który jest bogaty
w pamięć płynącą bożej łaski zdrojem.
Cóż nam zostaje, jeno tylko przyjąć
wszelaki dopust w liczbach rozpisany.
Nasze istnienie i bliźniego miłość
wziąć razem z sobą w zaświatów arkany.
Kasia Dominik

My rating
My rating
My rating