niesomatycznie
jestem. tam gdzie zwykle —
w kabinie na szczycie
pojazdu wyglądającego
jak wierna kopia mnie.
w skali 1:350 jakbym był
niewidzialny. to kontury
mojego jestestwa
nakładają się na siebie
i zamykają
mam. otwarte oczy
i nie czuję siebie. ruch
który rodzi się w myśli,
stygnie nim drgnie ręka.
zwieszam się z balkonu
ust. stuknęło w podłogę
spadając i już było
echem.
w kabinie na szczycie
pojazdu wyglądającego
jak wierna kopia mnie.
w skali 1:350 jakbym był
niewidzialny. to kontury
mojego jestestwa
nakładają się na siebie
i zamykają
mam. otwarte oczy
i nie czuję siebie. ruch
który rodzi się w myśli,
stygnie nim drgnie ręka.
zwieszam się z balkonu
ust. stuknęło w podłogę
spadając i już było
echem.

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating