Skurcz | version: 11.09.2014 21:30

5.0/5 | 5


Nie wystarczy tylko nieco
zmienić punkt widzenia,
jak potężna jest wola istnienia.

Rozbiegane myśli, to zaledwie
nakłucie powłoki balonika.
Z pnia twardych, sękatych realiów
spadam na gładź błękitu i unoszę się,
jak nadmuchany w łeb strzęp gazety.

W pustocie doczesności
wspinam się koktajlami,
w odległe kalejdoskopy marzeń.
Smakiem letnich nocy
garnę się w gałęzie.

Czerwienieję garścią rubinów
oporządzona w całuny dni.
Wiem, zmroki majaczą smutkiem,
ampułkami mgieł, które duszą
wszystko, czegokolwiek dotkną.

Popłoch przed nieuchronnym
pełznie we mnie śladami
odciśniętych, wilgotnych palców.
Rozlewa się podskórnie,
czarną żółcią powszedniość.

Wypatruje chwili, w której
będę słaba, bezbronna,
jak rycina kosmosu.

Wszystko paraliżuje werterowski...



©Ivka Nowak, 11 września 2014

Poem versions

 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
11.09.2014,  renee

My rating

My rating:  
11.09.2014,  A.L.

Przeczytałem

Mam uczucie że...zastygłem.