Zbyt wiele burz
Przybliża się wieczór, który nie ma
nic wspólnego ze zmierzchem.
Nadchodzi zmęczony poranek,
co nie zwiastuje haustu
świeżego światła.
Tak, jesteś znajomą mantrą,
w której szukam podstaw
dla win; wyrzutów sumienia,
w jakich wciąż dojrzewają
moje dłonie, pleni się bicie serca.
Tak, stanowisz sentymentalną
wycieczkę w głąb świata,
z której nigdy więcej nie powrócę,
nie odszukam drogi, życzliwej
dla moich znoszonych stóp.
Zamykam oczy, otwieram serce -
czy jest w nas coś ze snu,
którym mam odwagę
się delektować?
Czy pozostawiliśmy w tle dość życia,
aby teraz odebrać je z nawiązką?
Obiecasz mojej pamięci, że to,
co stworzyła, przypomina łyk namiętności?
Zanim wszechświat zamieni się
w opowieść obłąkanego proroka,
zanim rozproszy się twój dotyk -
poczuję na sumieniu puentę
tej modlitwy, wykrzyczanej
zbyt nierozsądnie, wbrew kłamstwu.
Zostaniesz urojeniem,
ciernistym wierszem,
co wciąż rani moje palce,
choć wiem, że dzieli nas zbyt wiele nieba,
zbyt wiele potulnych burz.
nic wspólnego ze zmierzchem.
Nadchodzi zmęczony poranek,
co nie zwiastuje haustu
świeżego światła.
Tak, jesteś znajomą mantrą,
w której szukam podstaw
dla win; wyrzutów sumienia,
w jakich wciąż dojrzewają
moje dłonie, pleni się bicie serca.
Tak, stanowisz sentymentalną
wycieczkę w głąb świata,
z której nigdy więcej nie powrócę,
nie odszukam drogi, życzliwej
dla moich znoszonych stóp.
Zamykam oczy, otwieram serce -
czy jest w nas coś ze snu,
którym mam odwagę
się delektować?
Czy pozostawiliśmy w tle dość życia,
aby teraz odebrać je z nawiązką?
Obiecasz mojej pamięci, że to,
co stworzyła, przypomina łyk namiętności?
Zanim wszechświat zamieni się
w opowieść obłąkanego proroka,
zanim rozproszy się twój dotyk -
poczuję na sumieniu puentę
tej modlitwy, wykrzyczanej
zbyt nierozsądnie, wbrew kłamstwu.
Zostaniesz urojeniem,
ciernistym wierszem,
co wciąż rani moje palce,
choć wiem, że dzieli nas zbyt wiele nieba,
zbyt wiele potulnych burz.

My rating
My rating
My rating
My rating