Konstanta
zdławiłem morze
i jego pływy
zależne od księżyca
jak lunabar
we Frankfurcie nad Menem
ktoś tańczy do tanga
z Wolandem
pamiętaj! Vita saltat, mors cantat
heroldzi rymu
agitujący stopnie ziemskiej skali
udaremniają ducha
bo sami chcieli być
zapisani sobie
z wielkiej litery
teraz mam srebrną
obrączkę
i kolię z meteorytem
i wciąż jestem dzieckiem
innego boga –
tak mówią uczeni
wierzący
wołają serca
a ci, którzy nie znają łaciny
oponują dialektom
ale łaska
jest niegraniczona
bo byłem żywy, a nie jestem umarły
wtem próżno
mnie wdychać
bez maski
z teatrum mundi
ok. sześćdziesiąt lat temu
odegrał się spektakl
człowiek postawił stopę
a później łapę
aż doszedł do sfer intymnych
i obnażono trywializm
ludzkich dążeń
Apokalipsy
chcąc być dziedzicem
głośno milczę
by usłyszano nicość
i podlegli wszystkiemu
choć i jej
nie wpisano, nie złożono w depozycie
w zbawczy plan
forma poranionych westchnień
i utylitarnych braw
przybrała imię
wiatru
teraz by się cofnąć
obejmuje dziecię
własnego słońca
ale nie dostaniesz żaru
kiedy baryton
ustaje, bo
środkowy palec
wcale nie jest gorszy
od porcelany
w tym kulcie zera
jest jeden constans
bije serce
to żyje człowiek
ale ustrój jego
serca –
nie jest utopią
lecz raczej pandemonium
w jaskini
panują wielkie cienie
nie wyjdziesz,
nie oderwiesz,
nie zbluźnisz,
bo sam kiedyś
wtajemniczony w cykl kosmicznej muzyki
poprzysięgłeś
równonoc
samotności
samotności
do potęgi n-tej
a to tylko przesilenie
wie, że kobiety
są zdradzone
kobiety są zdradzone
kobiety są
zdradzone do szpiku kości
gdyż znamy je tylko
z jednej strony
i na nic klejnoty
jeśli puszczone oczko
dotrze do mnie
dopiero za tysiąc lat
tyle zajmie ci
odczytanie regulaminu
izby snów
zamieszczonej księdze Izajasza
zawsze otwartej w połowie
a ty przecie
sama chciałaś być
u zarania
jedną
z najodleglejszych
gwiazd
i jego pływy
zależne od księżyca
jak lunabar
we Frankfurcie nad Menem
ktoś tańczy do tanga
z Wolandem
pamiętaj! Vita saltat, mors cantat
heroldzi rymu
agitujący stopnie ziemskiej skali
udaremniają ducha
bo sami chcieli być
zapisani sobie
z wielkiej litery
teraz mam srebrną
obrączkę
i kolię z meteorytem
i wciąż jestem dzieckiem
innego boga –
tak mówią uczeni
wierzący
wołają serca
a ci, którzy nie znają łaciny
oponują dialektom
ale łaska
jest niegraniczona
bo byłem żywy, a nie jestem umarły
wtem próżno
mnie wdychać
bez maski
z teatrum mundi
ok. sześćdziesiąt lat temu
odegrał się spektakl
człowiek postawił stopę
a później łapę
aż doszedł do sfer intymnych
i obnażono trywializm
ludzkich dążeń
Apokalipsy
chcąc być dziedzicem
głośno milczę
by usłyszano nicość
i podlegli wszystkiemu
choć i jej
nie wpisano, nie złożono w depozycie
w zbawczy plan
forma poranionych westchnień
i utylitarnych braw
przybrała imię
wiatru
teraz by się cofnąć
obejmuje dziecię
własnego słońca
ale nie dostaniesz żaru
kiedy baryton
ustaje, bo
środkowy palec
wcale nie jest gorszy
od porcelany
w tym kulcie zera
jest jeden constans
bije serce
to żyje człowiek
ale ustrój jego
serca –
nie jest utopią
lecz raczej pandemonium
w jaskini
panują wielkie cienie
nie wyjdziesz,
nie oderwiesz,
nie zbluźnisz,
bo sam kiedyś
wtajemniczony w cykl kosmicznej muzyki
poprzysięgłeś
równonoc
samotności
samotności
do potęgi n-tej
a to tylko przesilenie
wie, że kobiety
są zdradzone
kobiety są zdradzone
kobiety są
zdradzone do szpiku kości
gdyż znamy je tylko
z jednej strony
i na nic klejnoty
jeśli puszczone oczko
dotrze do mnie
dopiero za tysiąc lat
tyle zajmie ci
odczytanie regulaminu
izby snów
zamieszczonej księdze Izajasza
zawsze otwartej w połowie
a ty przecie
sama chciałaś być
u zarania
jedną
z najodleglejszych
gwiazd

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating