seans spirytystyczny

author:  Przemek Trenk
5.0/5 | 4


wiatr zapętla chmury
które zaciskają się wokół słów
nagle przypomnianej modlitwy

kroczę niepewnie ku ołtarzom z kości poetów

w dłoni ściskając okruchy umierającego dnia
i okrucieństwa tej chwili
kiedy zmuszony proszę Cię o pomoc

daj mi proszę wolę silną jak skała
bym już nigdy nie stracił wiary
ramiona mocne jak Atlas

które uśmierzać będą ludzką bezradność
tulić bezdomne dusze
miejsce w sercu

by zamieszkać mogli ci
co drogę dawno zgubili
a kiedy już ustanie nieprawość
wiatr osuszy łzy niesprawiedliwe
staniemy się jednością

którą dawno wywróżyła mi
stara wiedźma na Mostowej
w ponurym mieszkaniu

kiedy już nakarmimy głodnych
odziejemy nagich
zsuniemy się w zmęczenie

jak kamień gładko zsuwa się w toń gładkiej wody
pójdziemy na spacer
wzdłuż linii papilarnych

na ich styku
posadzimy miliony frezji
i staniesz się mną

ja będę Tobą

schowamy się przed Bogiem
pod klepkami starego parkietu
i nasienie wypełni wypalone żarówki

dla nich będziemy prześwietloną kliszą
i zaczną nas na siłę wywoływać
mocząc we łzach
których odczyn wciąż obojętny

żaden z nich nie ma pojęcia
że tak przywołuje się duchy
ukryte w starej studni



 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
24.04.2019,  A.L.

Moja ocena

"...kiedy już nakarmimy głodnych
odziejemy nagich
zsuniemy się w zmęczenie..."

i to jest alfą i omegą
My rating:  
24.04.2019,  bezecnik

My rating

My rating:  
24.04.2019,  Ula eM