William Szekspir i marceli frank
William Szekspir
Zycie to teatr . Monolog Makbeta
Smak strachu - już go prawie zapomniałem .
Bywało niegdyś ,że byle krzyki w nocy
Mroził mnie dreszczem na wskroś :że opowieść
O okropieństwach jeżyła mi włosy,
Jakby w nich było niezależne życie .
Od tamtych czasów najadłem się grozy
Aż do przesytu:wizje krwawych rzezi
Zadomowiły się w moim umyśle
I nie wstrząsają mną .
[....]
Jutro -i jutro-i jutro-i jutro:
Tak życie pełznie z dnia w następny dzień
Aż do ostatniej zgłoski w księdze czasu ;
A każde ''wczoraj'' zostanie za nami
Niby ogarek , co przyświecał głupcom
W drodze ku prochom śmierci .Zgaśnij ,zgaśnij
Nietrwała świeczko !Zycie jest jedynie
Przelotnym cieniem:żałosnym aktorem,
Co przez godzinę puszy się i miota
Na scenie , po czym znika ; opowieścią
Idioty ,pełną wrzasku i wściekłości ,
A nie znaczącą nic.
( Makbet,akt5 sc. 5 ; przełożył Stanisław Barańczak)
Przerobiony ( Marceli Frank)
...................................
Smak miłości - już go zapomniałem
Liść miłorzębu wzmacnia pamięć
Bywały niegdyś że były w nocy jęki
Oblane namiętnym potem piersi
Mrowiły mnie myśli na wskroś : że wiersz
O prywatności zbyt osobiste są ......
Smak zaufania - już bliscy kąpią się w zakażeniu fałszywości
Bywało niegdyś że pisałem krzykiem na niebiosach skargę do Stwórcy
Mroził mnie dreszczem na wskroś : ze rodzina
Najważniejszą rzeczą jest ......
Smak wstydu - na zawsze go za pamiętałem
Bywały niegdyś pełen wolnej godności człowieczeństwa wrzaski
"Lecz mrozi mnie zimno prysznica obozowej łaźni"?
Jej głęboki jeden wdech
Dziecięce jęki w morzu łez
ślady gorącej krwi rozgrzanych do dziś
Gorycz cierpienia pobudza na wskroś : że lucyfer
Przewodnikiem tego świata jest .....
Od tamtych czasów najadłem się zmartwień
Przez okropieństwa Stalina
Jeżą mi się włosy
Jakby w nich było nie zależne od pokarmów życie
I wszystko to rozumiały
Niczym żołnierz przed dowódcą stały
Choć ZSRR nie polski skrót
To kocha nas ten sam Bóg
Czy katyńskie lasy sadził czarny chór
Nucąc rozkosznym szeptem
"Śmierć bramą życia "?
Między koronami drzew tańczy śmierć
Użyźnia glebę wybitna krew
Aż do przesytu :wizje krwawych rzezi
Zadomowiły się w moim umyśle
I nie wstrząsają mną ?
Czy noszę w piersi oblodzony głaz
Co dźwigam tylko ja ....
[.....]
Jutro -i jutro-i jutro-i jutro:
Rzucę go w otchłań bez czasu
By rozkruszył go grzeszny skazaniec wszech czasów
Tak życie pełza z dnia na dzień
A każde "dziś "jutro za nami stanie
Z każdym dniem tworząc dłuższy szereg
Wiążąc w supły kolejny odcinek z darzeń
Złociste dukaty co przyświecają głupcom
W drodze ku pochodni śmierci
Z gaśnie
Przeciąg z grobowca
Chłodny i mroczny
Każdemu powieje
Z gaśnie !
Życie jest jednym przelotnym cieniem
Widzisz czujesz że istniejesz
Lecz go nie dotkniesz
Film płynący od poczęcia ty aktorem
Możesz zmienić role
Zamiast przez lata puszyć się i miotać
Już za późno !
Na senie tańcuje śmierć
Uśmiechnięta pełna witalności czarna dama
Całe twe życie na ciebie czekała
Stroiła się ostrze szykowała
Popatrz jaka to gwiazda
Twe źrenice mkną do jej uroku
Nie zwolnisz kroku
Do bez litości snu wieczności
Obejmie cie pocałunkiem wyssie dusze
Po czym zniknie zapisana w : opowieści Poety
Pełną wrzasku i wściekłości
Oraz odwagi
Zmieniając i dodając tuzin słów
"Idiota pełen pomysłów"
A z nim znacząca nić ?
Zycie to teatr . Monolog Makbeta
Smak strachu - już go prawie zapomniałem .
Bywało niegdyś ,że byle krzyki w nocy
Mroził mnie dreszczem na wskroś :że opowieść
O okropieństwach jeżyła mi włosy,
Jakby w nich było niezależne życie .
Od tamtych czasów najadłem się grozy
Aż do przesytu:wizje krwawych rzezi
Zadomowiły się w moim umyśle
I nie wstrząsają mną .
[....]
Jutro -i jutro-i jutro-i jutro:
Tak życie pełznie z dnia w następny dzień
Aż do ostatniej zgłoski w księdze czasu ;
A każde ''wczoraj'' zostanie za nami
Niby ogarek , co przyświecał głupcom
W drodze ku prochom śmierci .Zgaśnij ,zgaśnij
Nietrwała świeczko !Zycie jest jedynie
Przelotnym cieniem:żałosnym aktorem,
Co przez godzinę puszy się i miota
Na scenie , po czym znika ; opowieścią
Idioty ,pełną wrzasku i wściekłości ,
A nie znaczącą nic.
( Makbet,akt5 sc. 5 ; przełożył Stanisław Barańczak)
Przerobiony ( Marceli Frank)
...................................
Smak miłości - już go zapomniałem
Liść miłorzębu wzmacnia pamięć
Bywały niegdyś że były w nocy jęki
Oblane namiętnym potem piersi
Mrowiły mnie myśli na wskroś : że wiersz
O prywatności zbyt osobiste są ......
Smak zaufania - już bliscy kąpią się w zakażeniu fałszywości
Bywało niegdyś że pisałem krzykiem na niebiosach skargę do Stwórcy
Mroził mnie dreszczem na wskroś : ze rodzina
Najważniejszą rzeczą jest ......
Smak wstydu - na zawsze go za pamiętałem
Bywały niegdyś pełen wolnej godności człowieczeństwa wrzaski
"Lecz mrozi mnie zimno prysznica obozowej łaźni"?
Jej głęboki jeden wdech
Dziecięce jęki w morzu łez
ślady gorącej krwi rozgrzanych do dziś
Gorycz cierpienia pobudza na wskroś : że lucyfer
Przewodnikiem tego świata jest .....
Od tamtych czasów najadłem się zmartwień
Przez okropieństwa Stalina
Jeżą mi się włosy
Jakby w nich było nie zależne od pokarmów życie
I wszystko to rozumiały
Niczym żołnierz przed dowódcą stały
Choć ZSRR nie polski skrót
To kocha nas ten sam Bóg
Czy katyńskie lasy sadził czarny chór
Nucąc rozkosznym szeptem
"Śmierć bramą życia "?
Między koronami drzew tańczy śmierć
Użyźnia glebę wybitna krew
Aż do przesytu :wizje krwawych rzezi
Zadomowiły się w moim umyśle
I nie wstrząsają mną ?
Czy noszę w piersi oblodzony głaz
Co dźwigam tylko ja ....
[.....]
Jutro -i jutro-i jutro-i jutro:
Rzucę go w otchłań bez czasu
By rozkruszył go grzeszny skazaniec wszech czasów
Tak życie pełza z dnia na dzień
A każde "dziś "jutro za nami stanie
Z każdym dniem tworząc dłuższy szereg
Wiążąc w supły kolejny odcinek z darzeń
Złociste dukaty co przyświecają głupcom
W drodze ku pochodni śmierci
Z gaśnie
Przeciąg z grobowca
Chłodny i mroczny
Każdemu powieje
Z gaśnie !
Życie jest jednym przelotnym cieniem
Widzisz czujesz że istniejesz
Lecz go nie dotkniesz
Film płynący od poczęcia ty aktorem
Możesz zmienić role
Zamiast przez lata puszyć się i miotać
Już za późno !
Na senie tańcuje śmierć
Uśmiechnięta pełna witalności czarna dama
Całe twe życie na ciebie czekała
Stroiła się ostrze szykowała
Popatrz jaka to gwiazda
Twe źrenice mkną do jej uroku
Nie zwolnisz kroku
Do bez litości snu wieczności
Obejmie cie pocałunkiem wyssie dusze
Po czym zniknie zapisana w : opowieści Poety
Pełną wrzasku i wściekłości
Oraz odwagi
Zmieniając i dodając tuzin słów
"Idiota pełen pomysłów"
A z nim znacząca nić ?

Jest
Już jest :)??
Nie mam pojęcia dla czego tu jest pustka na mym profilu on jest pozdrawiam zupełnie tak jak na granica wiersze .plMy rating
My rating
Marceli
Powtórzenie bardziej dociera pozdrawiam :)