Szatana Przemowa

author:  Marceli Frank
5.0/5 | 1


Spadłem z łoża nieba
Pościelonego przez Boga
Otarłem się o miliony gwiazd
Szykuję czarny zjazd
Dobra szata kryje mą twarz
Legionów marsz
Już czas
Nakarmią mnie dziewicze dłonie
Brudu pełne
Uścisnę wszystkim rękę
Udźwignę każde nie szczęście
Tysiąc lecia w piekle
Pokuty głaz noszę
Żyjący macie cząstkę mnie
Popatrz w płótno niebieskie
Wrzaśnij swoje grzechy
Grzechów jestem ojcem
Napędzają moją zgniła dusze
Świat kulą pokarmu
Obfite łowisko otumanionej zwierzyny
Na czystej płaszczyźnie zatracenia
Spadająca zachęta
Zanęta
Darmowe podarunki ?
Stojąc na wielkiej bombie zniszczenia
Obawiacie się ocalenia
Łaska mnie ominęła
Was również nie zauważy
Zimni egoiści
Moi bliscy
Zasypane wejście do krainy niebieskiej
Otwarte zejście
"Moi mili goście "?
Co mam bieście
Nie poście
Obfitość moją noście
Tyle gęstej słodkiej rozkoszy
Każdy poczuje jej mocy

Szatana czar opęta nas ?
Opętuje nas ?
Opętał! nas ?...............

Poem versions


 
COMMENTS


My rating

My rating: