Święte wzgórza
Święte wzgórza to dziś z betonu bloki...
Duchy w windach, żerca śpiewa na klatce schodowej epoki.
Graffiti jak runy – znaczenia w sprayu,
na murze przeszłości – tylko przyszłość w zamęcie.
Każdy balkon jak ołtarz z widokiem na nic,
na trzepaku już nie bawi się nikt z dawnych Lechitów.
Mokosza milczy – jej pieśń zagłuszona,
przez klaksony, alarmy i cyfrowy szum.
Ale rytm dalej bije jak serce pod skórą,
i może w tych blokach wciąż tli się natura.
W jakimś wersie, gdzieś w mroku, przez okno na świat,
Żerca czeka, aż beton znów poczuje las.
Duchy w windach, żerca śpiewa na klatce schodowej epoki.
Graffiti jak runy – znaczenia w sprayu,
na murze przeszłości – tylko przyszłość w zamęcie.
Każdy balkon jak ołtarz z widokiem na nic,
na trzepaku już nie bawi się nikt z dawnych Lechitów.
Mokosza milczy – jej pieśń zagłuszona,
przez klaksony, alarmy i cyfrowy szum.
Ale rytm dalej bije jak serce pod skórą,
i może w tych blokach wciąż tli się natura.
W jakimś wersie, gdzieś w mroku, przez okno na świat,
Żerca czeka, aż beton znów poczuje las.

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating