kiedy to
jeszcze drgnie struna
ale nie wiem czy to było dobre
moje ja wchłonie czarna dziura
ale nie wiem czy to było dobre
a nawet dzień się nie skończy i noc nie nastanie
ale to dosyć jest dobre
czy jeśli bywasz poetą
i popełniam wiersze
wchodzę w Uniwersum
ale dalej nie wiem
gdyż kochać, to nie znaczy zawsze to samo
czy to było dobre
ale dalej nie wiem
czy przelewając łyżeczką morze
i licząc piaski pustyni
ale dalej nie wiem
a nadto ślizgając się na promieniu
szczypiąc księżyc
szaleństwem aktu twórczego
czy to egzystowało znośnie
nie wiem dalej
ale
czy to, co
wymaga studiów
nad pewnością
i wstrząsów ziemi między rozpiętością skali
dylematu wahania
czy jest to dobre,
co widziane oczyma
a może to, co
widziane duszy oczyma
na przykład:
gwiaździste niebo w sierpniu
wino z widokiem na kołyszące się łodzie w zatoce
odpoczynek na górskim szczycie
drozd na gałęzi
i listek tańczący na strąku
czy przywróceni do życia
wagą księgi, którą zamknął wiatr orientu,
a która zawsze otwarta
w połowie
zaniemówimy w toku praw
choć raz chcę umrzeć z miłości
chcę zasmakować warg
ust ukochanej
w sercu mym tak pojemnym
choć rannym
moje zmęczenie słów
moja ucieczka z literami
moje alfabetyczne ignorowanie łez
późne powroty
w aksjomatycznym zbiorze
jak podanie dłoni oponentowi
moja kapitulacja słów
i unik credo
na stolicy myśli
w urzędzie trwania pomysłu
u boku tych samych głosek sierot
rzuconych za ocean
w akcie
deportacji do Wydziału Wiedzy
kiedy to
osadzony w pierwszym rzędzie udręki
pobierałem wykłady z czystości
kiedy to
dałem ślub wieczysty
prawdzie ostatecznej
i kiedy to
zrozumiałem, że medycyna się pomyliła
i będziemy żyli wiecznie
będziemy żyli wiecznie
nie znając się na kulturze chwili
kiedy mymi wersami mówiono
kiedyś mymi wersami mówiono
reagowałem sensem istnienia
teraz mam niebo ze swych stron
i sławię wydatną pełnię
czerni i bieli
ale nadal nie wiem
jak postawić kreskę
czy to wszystek było dobre
nawet jeślim
zagrabił cień
i uczynił na powiekach kurz
i zdezerterował,
ale nie na łamach
księgi miłości
nie żałuję niczego
poza wiara w doskonałą
połowę ciebie
bo to Pan mój i Bóg mój
a ja świadek swego grzechu
publicznie wyznaję
przepraszam -
chcę być Jego własnością
dziś zawieszam na twej piersi wstęgę
mając w sobie patos
i żart
i już dzwonią w kościele
już jestem świadomy,
że wszystko to
będzie miało cel
i będzie dobre
ale nie wiem czy to było dobre
moje ja wchłonie czarna dziura
ale nie wiem czy to było dobre
a nawet dzień się nie skończy i noc nie nastanie
ale to dosyć jest dobre
czy jeśli bywasz poetą
i popełniam wiersze
wchodzę w Uniwersum
ale dalej nie wiem
gdyż kochać, to nie znaczy zawsze to samo
czy to było dobre
ale dalej nie wiem
czy przelewając łyżeczką morze
i licząc piaski pustyni
ale dalej nie wiem
a nadto ślizgając się na promieniu
szczypiąc księżyc
szaleństwem aktu twórczego
czy to egzystowało znośnie
nie wiem dalej
ale
czy to, co
wymaga studiów
nad pewnością
i wstrząsów ziemi między rozpiętością skali
dylematu wahania
czy jest to dobre,
co widziane oczyma
a może to, co
widziane duszy oczyma
na przykład:
gwiaździste niebo w sierpniu
wino z widokiem na kołyszące się łodzie w zatoce
odpoczynek na górskim szczycie
drozd na gałęzi
i listek tańczący na strąku
czy przywróceni do życia
wagą księgi, którą zamknął wiatr orientu,
a która zawsze otwarta
w połowie
zaniemówimy w toku praw
choć raz chcę umrzeć z miłości
chcę zasmakować warg
ust ukochanej
w sercu mym tak pojemnym
choć rannym
moje zmęczenie słów
moja ucieczka z literami
moje alfabetyczne ignorowanie łez
późne powroty
w aksjomatycznym zbiorze
jak podanie dłoni oponentowi
moja kapitulacja słów
i unik credo
na stolicy myśli
w urzędzie trwania pomysłu
u boku tych samych głosek sierot
rzuconych za ocean
w akcie
deportacji do Wydziału Wiedzy
kiedy to
osadzony w pierwszym rzędzie udręki
pobierałem wykłady z czystości
kiedy to
dałem ślub wieczysty
prawdzie ostatecznej
i kiedy to
zrozumiałem, że medycyna się pomyliła
i będziemy żyli wiecznie
będziemy żyli wiecznie
nie znając się na kulturze chwili
kiedy mymi wersami mówiono
kiedyś mymi wersami mówiono
reagowałem sensem istnienia
teraz mam niebo ze swych stron
i sławię wydatną pełnię
czerni i bieli
ale nadal nie wiem
jak postawić kreskę
czy to wszystek było dobre
nawet jeślim
zagrabił cień
i uczynił na powiekach kurz
i zdezerterował,
ale nie na łamach
księgi miłości
nie żałuję niczego
poza wiara w doskonałą
połowę ciebie
bo to Pan mój i Bóg mój
a ja świadek swego grzechu
publicznie wyznaję
przepraszam -
chcę być Jego własnością
dziś zawieszam na twej piersi wstęgę
mając w sobie patos
i żart
i już dzwonią w kościele
już jestem świadomy,
że wszystko to
będzie miało cel
i będzie dobre

My rating
My rating
My rating
My rating