Uczyńmy wszystko pluszowym
Widziałem Cię wczoraj na balkonie. Patrzyłaś czy farba wyschła i pisałaś na gołębich piórach listy do Taty.
Była pełnia a księżyc poprawiał błędy stylistyczne. Cienie nadpływających chmur, przechyliły się w stronę naszej wspólnej przyszłości.
Może trochę w stronę nocnej lampki i kota leżącego na fotelu.
Milczałaś o moich słabościach, moim strachu i bólu.
Spytałem Cię czy może czas na ucieczkę w noc. Że nie wystarczy dla nas wszystkich świętości. Jedno z nas musi być tym ołowianym.
Na Twoich kolanach stygły marzenia. Zamknęłaś je w transporter dla kota. Pijany sąsiad odtwarzał Armstronga.
Byliśmy pełni podziwu dla jego gustu muzycznego. Oglądaliśmy światła w domach, liczyliśmy dziury na ulicy i przejeżdżające samochody.
Patrzyliśmy w niebo. Ale jeszcze nie dzisiaj, nie jutro, nie za tysiąc lat. Gdybyśmy próbowali się przejść jedną z jego alei, ono poraniłoby nam stopy.
Dlatego uczyńmy wszystko pluszowym. Niech nasze książki mają pluszowe okładki. Pijmy kawę w pluszowych kubkach. I mój kapelusz z którego Tata wyciąga wszystkie nasze radości niech będzie pluszowy.
Spójrz. Pod naszymi oknami kwitną krokusy a serca zamieniają się w Pusheeny. Japońskie dzwoneczki ogłaszają święto. Znów zmierzamy ku sobie. I cóż z tego, że tramwaj wypadł z torów a nasze blizny porosły przebiśniegami.
Zapalę świecę.
Zapalę jej oba końce,
mając nadzieję, że zgasną w tym samym momencie.
Była pełnia a księżyc poprawiał błędy stylistyczne. Cienie nadpływających chmur, przechyliły się w stronę naszej wspólnej przyszłości.
Może trochę w stronę nocnej lampki i kota leżącego na fotelu.
Milczałaś o moich słabościach, moim strachu i bólu.
Spytałem Cię czy może czas na ucieczkę w noc. Że nie wystarczy dla nas wszystkich świętości. Jedno z nas musi być tym ołowianym.
Na Twoich kolanach stygły marzenia. Zamknęłaś je w transporter dla kota. Pijany sąsiad odtwarzał Armstronga.
Byliśmy pełni podziwu dla jego gustu muzycznego. Oglądaliśmy światła w domach, liczyliśmy dziury na ulicy i przejeżdżające samochody.
Patrzyliśmy w niebo. Ale jeszcze nie dzisiaj, nie jutro, nie za tysiąc lat. Gdybyśmy próbowali się przejść jedną z jego alei, ono poraniłoby nam stopy.
Dlatego uczyńmy wszystko pluszowym. Niech nasze książki mają pluszowe okładki. Pijmy kawę w pluszowych kubkach. I mój kapelusz z którego Tata wyciąga wszystkie nasze radości niech będzie pluszowy.
Spójrz. Pod naszymi oknami kwitną krokusy a serca zamieniają się w Pusheeny. Japońskie dzwoneczki ogłaszają święto. Znów zmierzamy ku sobie. I cóż z tego, że tramwaj wypadł z torów a nasze blizny porosły przebiśniegami.
Zapalę świecę.
Zapalę jej oba końce,
mając nadzieję, że zgasną w tym samym momencie.

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating