Wspomnienia z frontu

author:  Maksymilian Tchoń
5.0/5 | 7


– Byłem młodym oficerem, w mieście po radzieckiej stronie wpływów.
Pewnego dnia spacerując chodnikiem postanowiłem przejść przez ulicę.
Po drugiej stronie była kobieta, widywałem ją każdego dnia. Nie wiedziałem jak ma na imię, wiedziałem tylko, że pracuje w Ministerstwie Obrony.
– – Tego dnia, było słoneczne, niemal bezchmurne, gorące południe. Jeśli kobieta miała by zmienić echo bicia mego serca w stronę bardziej ludzką, i którędy wiedzie droga nie na zatracenie – czyli wolną postanowiłem: zaryzykuję.
– Idąc aleją chciałem przejść przez przejście, zauważył mnie pułkownik rosyjski, mówi: idź. Samo spojrzenie jego budziło grozę i słowa wypowiadane wraz z zamaszystymi ruchami dłoni.
– – Przeszedłem kilkanaście metrów w głowie mając jedną, jedyną nieśmiałą myśl, by być w niej i śmiać się i kląć, jak to robią zwykli amerykańscy żołnierze.
Zszedłem z chodnika, idąc wzdłuż Alei, doszedłem do skrzyżowania i zobaczyłem maszerujący oddział wojsk alianckich.
Postanowiłem, że przejdę koło nich, w pobliżu nie było patrolu radzieckiego.
– – Wszedłem na przejście, przed oczami stanął mi cały Zachód w moim sercu, wszystkie moje wyobrażenia, to o czym marzyłem. To, co miałem i to, co mogłem bezpowrotnie utracić czyli swoje życie.
– – Przeszedłem przez ulicę i w mgnieniu oka postanowiłem: biegnę. Zacząłem biec.
Ten rosyjski oficer skręcił w moją stronę, zobaczył to. Natychmiast wyciągnął pistolet z rakietą w kolorze czerwonej flary oznaczającą wystrzelenie jej: mamy zbiega, mamy dezercję.
– – Biegnę ile sił w nogach w głowie mając kolor oczu kobiety z Departamentu Obrony.
– Chciałem przekroczyć granicę. Słyszę głos, to Amerykanie, jeden przy szlabanie mówi do drugiego ile ma czasu?
– – Odpowiada: 30 sekund. Nie zdąży.
Ludzie dokoła zamarli - tylko patrzą, ja w tym mundurze młodego oficera czuję się trochę skrępowany, jeszcze rozwiązała się sznurówka, rosyjski patrol zbliża się na motocyklu.
– – Jestem już blisko. Wyciągają broń. Zielona Granica otwiera się przede mną. Jednemu zaciął się karabin.
Słyszę głos Amerykanów: mamy go. (Przez głowę przeszła mi jedna myśl, że zostanę zdegradowany, jakby to miało już jakiekolwiek znaczenie?)
– Biegnąc ile sił w nogach miałem tylko nadzieję, że będę w nowym, lepszym świecie.
– – Ten Rosjanin musiał się bardzo wkurzyć. Kolejny stracony człowiek przeszedł na stronę wroga.
Po chwili witają mnie wszyscy, a ja widzę uśmiech tej kobiety na twarzy. Jej imię to: Janah.
– – W oczach kobiety zobaczyłem zwierciadło swojej duszy oraz studnię bez dna. A także: „las wiodący sarnim rytmem w świat, gdzie zamyślone ryby gwiazd nad nawałnicą lat. W kręgi pieśni zasłuchane niemo – Serca jak obłok.”
– Młoda, czarująca Portorykanka z podwójnym obywatelstwem. Widziałem, że będzie moja.
Zamyka się granica. Po stronie radzieckiej milkną głosy, rozpoczyna się długo wojna.
– Byłem już chyba bezpieczny.

Poem versions


 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
02.06.2024,  Ewa Rojek

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
02.06.2024,  Anna Szemiel

My rating

My rating:  
02.06.2024,  Ewa Fronk

Ładny tekst

Przypomniał mi klimat powieści China Mieville'a "Miasto i miasto", w której w tym samym mieście i tym samym czasie, toczyło się życie dwóch rozdzielonych społeczności.
Bardzo polecam przy okazji
My rating:  
02.06.2024,  Charlie Cbdo