jesienne obłoki nad przepaścią
słońce zatacza koło
liście spadają do dołu
czasem ptaki krążą nad starą stodołą
unoszę dłonie by dotknąć nieba
dotykam martwej jabłoni
w głowie myśli obłoki
zasypiają przy obiedzie
zasłaniam twarz dłońmi
przystaję z rozważaniem
brzydota ma amatora
niewdzięcznie uśmiecham się
co za szczęście gdy mnie ubędzie
jesień nad przepaścią puszcza obłoki
blade od westchnień
rozpuszczam się w eterze
w białej przestrzeni
liście spadają do dołu
czasem ptaki krążą nad starą stodołą
unoszę dłonie by dotknąć nieba
dotykam martwej jabłoni
w głowie myśli obłoki
zasypiają przy obiedzie
zasłaniam twarz dłońmi
przystaję z rozważaniem
brzydota ma amatora
niewdzięcznie uśmiecham się
co za szczęście gdy mnie ubędzie
jesień nad przepaścią puszcza obłoki
blade od westchnień
rozpuszczam się w eterze
w białej przestrzeni

My rating
My rating