Bez pancerza
Gdy kurczą się dłonie i braknie już sił,
by własną mocą podeprzeć swój świat,
gdy wzdłuż pęka ziemia i sypie się pył,
a w oczach gaśnie ostatni już ślad,
wtedy z rozpaczy rodzi się gest –
oddanie steru w obcą, nieznaną dłoń.
Ufność nie z hartu i męstwa jest,
lecz z ciszy, co spływa na samą broń.
To nie jest wybór dumnego z serc,
co pełną piersią mierzy swój los,
lecz cichy, bezradny ucieczki skok,
gdy włócznię z ręki wytrąci cios.
Słabość na piersi kładzie ten strach,
szukając wsparcia gdzieś poza nami –
gdy pęknie pancerz, wtedy ufamy
bo przestrzeń wewnątrz wypełnią rany.
by własną mocą podeprzeć swój świat,
gdy wzdłuż pęka ziemia i sypie się pył,
a w oczach gaśnie ostatni już ślad,
wtedy z rozpaczy rodzi się gest –
oddanie steru w obcą, nieznaną dłoń.
Ufność nie z hartu i męstwa jest,
lecz z ciszy, co spływa na samą broń.
To nie jest wybór dumnego z serc,
co pełną piersią mierzy swój los,
lecz cichy, bezradny ucieczki skok,
gdy włócznię z ręki wytrąci cios.
Słabość na piersi kładzie ten strach,
szukając wsparcia gdzieś poza nami –
gdy pęknie pancerz, wtedy ufamy
bo przestrzeń wewnątrz wypełnią rany.

My rating
My rating
My rating
Pomijając drobne korekty
ten tekst napisała AI pod zadane "co autor miał na myśli"