zwierciadło
Idąc w deszczu, mroźny wiatr smagał jej nogi.
Omijając kałuże, głucha na krzyki słyszała tylko szepty mówiące dokąd ma iść.
Zmywając makijaż rozmazany przez łzy i krople spadające z nieba,
zmywała również kawałek siebie, maskę szczęścia którą okrywała swą twarz co rano.
Rozbierając mokre ciuchy obdzierała się ze skóry, która kryła jej duszę.
Tylko teraz była sobą, siedząc w dresie bez makijażu i z kubkiem kawy w dłoni.
Tylko on ją taką znał, przy nim była prawdziwa.
Omijając kałuże, głucha na krzyki słyszała tylko szepty mówiące dokąd ma iść.
Zmywając makijaż rozmazany przez łzy i krople spadające z nieba,
zmywała również kawałek siebie, maskę szczęścia którą okrywała swą twarz co rano.
Rozbierając mokre ciuchy obdzierała się ze skóry, która kryła jej duszę.
Tylko teraz była sobą, siedząc w dresie bez makijażu i z kubkiem kawy w dłoni.
Tylko on ją taką znał, przy nim była prawdziwa.

My rating
Moja ocena
zgadzam się z przedmówczynią.Moja ocena
Innaczej bym go rozpisała żeby estetyczniej wyglądało i przyjemniej się czytało:)