Sykomora
Maj na halach wybucha niemrawo
w wyłomach zdroje w szumach
miękka szadź, co świerki spowiła i osiadła na piargach
teraz gładzi w kadrach kontury
w powietrzu nieprzejrzystym
dotykam obrysu obiektywnej szarości granitu
nie śmiem oddychać, gdy utrwalam widok
granie turni w szkicach bez granic,
burą Giewontu tynkturę
i mój cień jak przykleja się
do rozgrzanej belki, co pachnie terpentyną
Kładko nad potokiem, bądź moją matką!
w leśnej intymności, z kroplą żywicy wnikam w twoje słoje
dorastam
w wyłomach zdroje w szumach
miękka szadź, co świerki spowiła i osiadła na piargach
teraz gładzi w kadrach kontury
w powietrzu nieprzejrzystym
dotykam obrysu obiektywnej szarości granitu
nie śmiem oddychać, gdy utrwalam widok
granie turni w szkicach bez granic,
burą Giewontu tynkturę
i mój cień jak przykleja się
do rozgrzanej belki, co pachnie terpentyną
Kładko nad potokiem, bądź moją matką!
w leśnej intymności, z kroplą żywicy wnikam w twoje słoje
dorastam

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating