JAN KOCHANOWSKI Marceli Frank
JAN KOCHANOWSKI PIEŚŃ KSIĘGI PIERWSZEJ
Ty spisz, a ja sam na dworze
Jeszcze od wieczornej zorze
Cierpię nocne niepogody;
Użałuj się mojej szkody!
Słuchaj, jako bije w ściany
Z gwałtownym dżdżem grad zmieszany,
Ockni się, a przemów słowo,
Nieużyta białagłowo!
Nie na żadną kradzież godzę,
Chocia tak po nocy chodzę;
Wziąłbych przedsię, by co dano:
Łupiestwo czartu porwano.
Nigdziej miejsca mniej hardości
Nie najdziesz jako w miłości;
Gładkość wprawdzie sługi daje,
Ale dzierżą obyczaje.
Słuchasz? Czy mój głos nie może
Dolecieć na twoje łoże?
Słuchajcie wy, nocne cienie,
I nieumowne kamienie!
Do Amfijonowej lutnie
Spieszyły się lasy chutnie,
A niezwyczajne opoki
Ścisnęły się w mur szeroki.
Orfeowych strón słuchały
Srogie jędze i płakały,
Gdy, miłością utrapiony,
I pod ziemią szukał żony.
Jego pieśni żałościwe
Zjęły bogi nieżyczliwe;
I miał w ręku, co miłował,
By był, nędznik, lepiej chował.
Ale nie strzymał umowy,
Więc przyszedł o smutek nowy,
Bo źle się obejźrzał, ali
Czarci panią zaś porwali.
Czekać już, niebożę, było:
Ale gdy co komu miło,
Trudno wytrwać i czas mały:
Godzina tam jak rok cały.
A ja długo mam bić w stróny?
Już u mnichów słyszę dzwóny.
Dziwnosmy się pomieszali,
Jam nie spał, a ci już wstali.
Dobrą noc, jesli kto słyszy,
A mój wieniec w tej złej ciszy
Niechaj wisi do świtania,
Świadek mego niewyspania.
Marceli Frank przerobiona pieśń JANA KOCHANOWSKIEGO moim stylem ......
Ty spisz a ja sam na rozmowie
Tak
Z Bogiem
O tobie
Jeszcze od wieczora zorze
Księżyc blaskiem
Ciało jędrne razi
Dotknij piersi mej
Co nam wadzi ?
U żałuj się mojej urody !
Słuchaj jako bije w przestworzach
Anielskich snów
Pańskich wrzasków
Z gwałtownym drżeniu ust zmieszany
Trąb trojańskich ?
U żałuj ulubiona mej szkody
Ocknij się a przemów szczyptę mowy
Ciało młode pełne niewygody
Wybudź serce
Przemów namiętnie
Dźwiękiem złotej lutni
Warszawskiej syreny
Nieużyta białogłowo
Kostnica w ramionach!
Głowę wąż spraw ściska
Oślepia
Krzywd pustka
Przecież nie ma żadnej kradzieży
Chociaż tak po nocy chodzę
Miłości
Mysz okrucha szuka
Wziął bym pod rękę
Chodź by cud natury
Wtulił twe piersi
Dwie równe góry
Nie znajdziesz promienia
Co pierś przeszywa
Wiąże dwa serca
Miłosnym spojeniem
Nie ujrzysz gładkości
Szczerej hojności
Nim dzień wstanie
Bez mej z głębi chmury
Słuchasz ?
Czy mój głos nie może
Wtulić twe uszy
Morza muszle
Co Posejdon wiatrem głaszcze
Rozumiejcie !
Wy nocne cienie
I nieumowne kamienie !
Serce takie jakie wasze postacie
Wodospad bez wody
Ognia nie zgładzi
Pragnienia ...........
Śpiew szumiący
Pękającego uczucia nie ukoi
Nie zagłuszy
Nadzieje skruszy
W bólu źrenice szeroko
Rozdarta paszcza
Cisnące wrzaski !
Morskie zimne oko
Krwiste martwe morze
Do Amfijonowej lutni
Spieszyła się lasy chutnie
A niezwyczajnej opoki
Scisneły się w mury szeroki
Do miłości mowa
Spieszyła się raz miłości droga
Chusteczkę jedwabną zgubiła
O najdrożej cenie
Skurczyło odrzucenie
Wiatr nagle powiał
Z drogi z błądziła
Z górskiej wieczności uczucia
Opadła w gorzką otchłań rozpaczy
Orfeowych stroń słuchały
Srogie jędzę i płakały
Gdy miłością utrapiony
I pod ziemię żony szukały
" Jego pieśnie złośliwe "
Wzięły bogowie nie życzliwe
I miały w ręku to co miłowały
Najdroższy rozkwit Boży
By były nędznik lepiej chował
Płatek róży kochał
Stąpanie całował
Ale nie dotrzymał umowy
Więc dotkną go smutek nowy
Bo źle się obejrzał
Czarci panią zaś porwali
Zdradą drogą całowali
Brudną dłonią róże dotykały
Kpiły swego żywota trwanie
Wylewając nadzieje powrotu
Czekać już nie boże było
Ale gdy komu miło
Trudno wytrwać i czas mały ?
Godzina tam jak rok cały
A ja długo mam bić w strony
Już u mnichów słyszę dzwony
Kapłani się pomieszali
Jam nie spał a ci już wstali
Dobranoc jeśli ktoś słyszy
Dobrą noc
Oddech ukochanej
Dotyk palców na policzków
Pocałunek spokoju
Szczerej troski
Objęcie budzące wybranej
Zjednoczenie związane
Erotyczne wyładowanie
Nocy niewyspanej
A mój wieniec w tej złej ciszy
Nie wisi do świtania
Świadek mego niewyspania
Gorącego rozczarowania
Ty spisz, a ja sam na dworze
Jeszcze od wieczornej zorze
Cierpię nocne niepogody;
Użałuj się mojej szkody!
Słuchaj, jako bije w ściany
Z gwałtownym dżdżem grad zmieszany,
Ockni się, a przemów słowo,
Nieużyta białagłowo!
Nie na żadną kradzież godzę,
Chocia tak po nocy chodzę;
Wziąłbych przedsię, by co dano:
Łupiestwo czartu porwano.
Nigdziej miejsca mniej hardości
Nie najdziesz jako w miłości;
Gładkość wprawdzie sługi daje,
Ale dzierżą obyczaje.
Słuchasz? Czy mój głos nie może
Dolecieć na twoje łoże?
Słuchajcie wy, nocne cienie,
I nieumowne kamienie!
Do Amfijonowej lutnie
Spieszyły się lasy chutnie,
A niezwyczajne opoki
Ścisnęły się w mur szeroki.
Orfeowych strón słuchały
Srogie jędze i płakały,
Gdy, miłością utrapiony,
I pod ziemią szukał żony.
Jego pieśni żałościwe
Zjęły bogi nieżyczliwe;
I miał w ręku, co miłował,
By był, nędznik, lepiej chował.
Ale nie strzymał umowy,
Więc przyszedł o smutek nowy,
Bo źle się obejźrzał, ali
Czarci panią zaś porwali.
Czekać już, niebożę, było:
Ale gdy co komu miło,
Trudno wytrwać i czas mały:
Godzina tam jak rok cały.
A ja długo mam bić w stróny?
Już u mnichów słyszę dzwóny.
Dziwnosmy się pomieszali,
Jam nie spał, a ci już wstali.
Dobrą noc, jesli kto słyszy,
A mój wieniec w tej złej ciszy
Niechaj wisi do świtania,
Świadek mego niewyspania.
Marceli Frank przerobiona pieśń JANA KOCHANOWSKIEGO moim stylem ......
Ty spisz a ja sam na rozmowie
Tak
Z Bogiem
O tobie
Jeszcze od wieczora zorze
Księżyc blaskiem
Ciało jędrne razi
Dotknij piersi mej
Co nam wadzi ?
U żałuj się mojej urody !
Słuchaj jako bije w przestworzach
Anielskich snów
Pańskich wrzasków
Z gwałtownym drżeniu ust zmieszany
Trąb trojańskich ?
U żałuj ulubiona mej szkody
Ocknij się a przemów szczyptę mowy
Ciało młode pełne niewygody
Wybudź serce
Przemów namiętnie
Dźwiękiem złotej lutni
Warszawskiej syreny
Nieużyta białogłowo
Kostnica w ramionach!
Głowę wąż spraw ściska
Oślepia
Krzywd pustka
Przecież nie ma żadnej kradzieży
Chociaż tak po nocy chodzę
Miłości
Mysz okrucha szuka
Wziął bym pod rękę
Chodź by cud natury
Wtulił twe piersi
Dwie równe góry
Nie znajdziesz promienia
Co pierś przeszywa
Wiąże dwa serca
Miłosnym spojeniem
Nie ujrzysz gładkości
Szczerej hojności
Nim dzień wstanie
Bez mej z głębi chmury
Słuchasz ?
Czy mój głos nie może
Wtulić twe uszy
Morza muszle
Co Posejdon wiatrem głaszcze
Rozumiejcie !
Wy nocne cienie
I nieumowne kamienie !
Serce takie jakie wasze postacie
Wodospad bez wody
Ognia nie zgładzi
Pragnienia ...........
Śpiew szumiący
Pękającego uczucia nie ukoi
Nie zagłuszy
Nadzieje skruszy
W bólu źrenice szeroko
Rozdarta paszcza
Cisnące wrzaski !
Morskie zimne oko
Krwiste martwe morze
Do Amfijonowej lutni
Spieszyła się lasy chutnie
A niezwyczajnej opoki
Scisneły się w mury szeroki
Do miłości mowa
Spieszyła się raz miłości droga
Chusteczkę jedwabną zgubiła
O najdrożej cenie
Skurczyło odrzucenie
Wiatr nagle powiał
Z drogi z błądziła
Z górskiej wieczności uczucia
Opadła w gorzką otchłań rozpaczy
Orfeowych stroń słuchały
Srogie jędzę i płakały
Gdy miłością utrapiony
I pod ziemię żony szukały
" Jego pieśnie złośliwe "
Wzięły bogowie nie życzliwe
I miały w ręku to co miłowały
Najdroższy rozkwit Boży
By były nędznik lepiej chował
Płatek róży kochał
Stąpanie całował
Ale nie dotrzymał umowy
Więc dotkną go smutek nowy
Bo źle się obejrzał
Czarci panią zaś porwali
Zdradą drogą całowali
Brudną dłonią róże dotykały
Kpiły swego żywota trwanie
Wylewając nadzieje powrotu
Czekać już nie boże było
Ale gdy komu miło
Trudno wytrwać i czas mały ?
Godzina tam jak rok cały
A ja długo mam bić w strony
Już u mnichów słyszę dzwony
Kapłani się pomieszali
Jam nie spał a ci już wstali
Dobranoc jeśli ktoś słyszy
Dobrą noc
Oddech ukochanej
Dotyk palców na policzków
Pocałunek spokoju
Szczerej troski
Objęcie budzące wybranej
Zjednoczenie związane
Erotyczne wyładowanie
Nocy niewyspanej
A mój wieniec w tej złej ciszy
Nie wisi do świtania
Świadek mego niewyspania
Gorącego rozczarowania

jesli mogę
cos jeszcze dodać:) to tylko w ramach wyjasnienia, że w PL majątkowe prawa autorskie wygasaja po upływie lat 70 (zasadniczo) od pierwszego rozpowszechnienia:) zwazywszy jak nas wszystkich Kochanowskim katowała szkoła, to zaryzykuje pogląd, że jego dzieła już dawno zawisły w domenie publicznej:) a przywołanie autorstwa Kochanowskiego bardzo mi się podoba i uważam, że w pełni poszanowane zostały tutaj wszelkie zasady:) Powoli zaczynam myslec, że z Ciebie Marceli prawdziwy nieoszlifowany diament.. mnie Twoja pieśń urzekła:)My rating
Marceli
Chciałem pokazać że można zmienić i dodać wiele innych ciekawych wariantów słów wersów do tego dzieła Jana Kochanowskiego to nie zostało skopiowane bez myślnie ponieważ orginał umieściłem powyżeja gdyby jakis praprzodek upomnial sie o prawa autorskie
teraz takie to modneMy rating