MINĘ WIELKI WÓZ
MINĘ WIELKI WÓZ
W somnambulicznym skupieniu
odpłynę pięknie nazajutrz bez ciebie
w wehikule czasu minę Wielki Wóz
zaklęty w ćmę mroku wśród nocnych żywiołów
spotkam gwiazdy w drodze… w niezgnuśniałym niebie
i skrzydeł trzepot sępi posępnych aniołów
Wyjdę przez otwarte skrzydła wrót przeszłości
poezji wszechobecnej… darmo utraconej
szeptów nie usłyszę… nie spłoszę miłości
a kształty spopielałe satyrą stępione
w granicie nicejskim ciężkie ukołyszą kości
i będę gdzieś gościem… gościem nieproszonym
Rozdzwonią się struny lir liryk spróchniałych
a rzeźba w mej pamięci na zawsze zastygła
w szeptach traw budzonych, niezazielenionych
zmieni cień w banalność nocnego motyla
i kształtu wspomnienie z dryfu zapomnienia
obdartego z czasu… i ulotnej chwały
Jeszcze tylko zmarszczki zgłaszczę z twego czoła
nim ciemność zgęstnieje… ułoży na rzęsach
nim poczuję powiew przedwieczornej bryzy
w martwych oczach rybich spektakl srebrnych zórz
ptaki jakby zmilkły… wiatru skowyt woł
czerwień wtopię w błękit… zmatowieję róż
Paradoksy kruche rozwieją się z wiatrem
przeklną teologów magii złych logikę
znaki pozamienia w muzealną mantrę
wieczny sztukmistrz światła iluzji i mroku
dogoni w bezruchu… ten co czas mi skradnie
jak zły duch omami… i mirażem zniknę
⊰Kற$⊱…………………………………………………………… T☀ruń - 19 kwietnia 'O5
W somnambulicznym skupieniu
odpłynę pięknie nazajutrz bez ciebie
w wehikule czasu minę Wielki Wóz
zaklęty w ćmę mroku wśród nocnych żywiołów
spotkam gwiazdy w drodze… w niezgnuśniałym niebie
i skrzydeł trzepot sępi posępnych aniołów
Wyjdę przez otwarte skrzydła wrót przeszłości
poezji wszechobecnej… darmo utraconej
szeptów nie usłyszę… nie spłoszę miłości
a kształty spopielałe satyrą stępione
w granicie nicejskim ciężkie ukołyszą kości
i będę gdzieś gościem… gościem nieproszonym
Rozdzwonią się struny lir liryk spróchniałych
a rzeźba w mej pamięci na zawsze zastygła
w szeptach traw budzonych, niezazielenionych
zmieni cień w banalność nocnego motyla
i kształtu wspomnienie z dryfu zapomnienia
obdartego z czasu… i ulotnej chwały
Jeszcze tylko zmarszczki zgłaszczę z twego czoła
nim ciemność zgęstnieje… ułoży na rzęsach
nim poczuję powiew przedwieczornej bryzy
w martwych oczach rybich spektakl srebrnych zórz
ptaki jakby zmilkły… wiatru skowyt woł
czerwień wtopię w błękit… zmatowieję róż
Paradoksy kruche rozwieją się z wiatrem
przeklną teologów magii złych logikę
znaki pozamienia w muzealną mantrę
wieczny sztukmistrz światła iluzji i mroku
dogoni w bezruchu… ten co czas mi skradnie
jak zły duch omami… i mirażem zniknę
⊰Kற$⊱…………………………………………………………… T☀ruń - 19 kwietnia 'O5

My rating
My rating