W dżungli | version: 30.05.2013 17:42

author: ParaNormal
5.0/5 | 9


Tarzan śmiał się pobłażliwie
kiedy Jane piszczała na widok
robaczka, muchy albo pajączka.
Jak biegała po całym szałasie
w panice ze ścierką w dłoni.
Tłumaczył jej, że one są nieszkodliwe.

Uważał, że na wybrukowanych kostką
drzewach tego miasta czają się
o wiele większe niebezpieczeństwa.

Walczył mężnie z przewrotnymi kameleonami
o stu twarzach,
zważał na jadowite węże wszak
niegroźne, dopóki nawet przez nieuwagę
nie nadepnie im się na ogon ambicji;
wystrzegał się skunksów o cuchnących licach
i sępów czekających na łatwą zdobycz.
Stawiał czoła lwom w walce o hegemonię bytu.

Dopiero kiedy leżał konając,
a z jego boku krew broczyła,
kąsany bezlitośnie przez szarańczę,
zrozumiał.
Wtedy dopiero zwykłe szare robale
zaczęły wyłazić ze swych norek
by zaatakować.

Pochylona nad nim Jane
szybciej niż zwykle rozpaczliwie
machała swoją ścierką.
Zostawcie! Zostawcie!
Dlaczego?! Za co?!
Zbyt szczęśliwym często
wystarczy jedno potknięcie.
Przyroda.

Poem versions

 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
03.06.2013,  Tuśka

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
31.05.2013,  adam rem

My rating

My rating:  
31.05.2013,  frymusna

My rating

My rating:  

Natura

atakuje nas wszędzie...
(parafrazując Melmana - Żyrafę) :-)
My rating:  

My rating

My rating:  
30.05.2013,  Sven

My rating

My rating: