Algorytm
Człowiek bestia obliczona
Rejestr dzienny trzyma w szponach
Niebywale kiepskie wieści
Bo na koncie lat trzydzieści,
Czasu jednak nie pokonasz.
W głowie szare procesory
Każdy do roboty skory
Wirujące radiatory,
Dwóch witamin niedobory,
I na twarzy pomidory.
Stąpasz na granicy błędu
Szczurom nie odmówisz pędu
Wydedukowałeś pięknie,
Że stan ducha ci nie zmięknie,
Jak sto zejdziesz dróg bez względu
Na chłód,
Na cud,
Na lód.
Chciało by się wypiąć z puszki,
Życie brać za róg poduszki
Bezczelnie lizać opuszki
Serce zwolnić z pracy służki
Spod dywanu wziąć okruszki.
Lecz choć byśmy się starali
To na cwanej magistrali
Motoryczność nam opadnie
I na strumień wstawi składnie
"Coby się nie wychylali".
I tak
Łazimy brzegami błędu
Szukajac perfidnie spędu
Więcej ludzi, więcej świata
Można slalomami latać
Głucho, sucho i bez względu
Na żar
Na gwar
Na skwar.
Na dzisiejsze, wczorajsze
Koloratury fałsze
Na codzienny dysonans
Mezalians, czy romans.
Na cień,
Na dzień.
Rejestr dzienny trzyma w szponach
Niebywale kiepskie wieści
Bo na koncie lat trzydzieści,
Czasu jednak nie pokonasz.
W głowie szare procesory
Każdy do roboty skory
Wirujące radiatory,
Dwóch witamin niedobory,
I na twarzy pomidory.
Stąpasz na granicy błędu
Szczurom nie odmówisz pędu
Wydedukowałeś pięknie,
Że stan ducha ci nie zmięknie,
Jak sto zejdziesz dróg bez względu
Na chłód,
Na cud,
Na lód.
Chciało by się wypiąć z puszki,
Życie brać za róg poduszki
Bezczelnie lizać opuszki
Serce zwolnić z pracy służki
Spod dywanu wziąć okruszki.
Lecz choć byśmy się starali
To na cwanej magistrali
Motoryczność nam opadnie
I na strumień wstawi składnie
"Coby się nie wychylali".
I tak
Łazimy brzegami błędu
Szukajac perfidnie spędu
Więcej ludzi, więcej świata
Można slalomami latać
Głucho, sucho i bez względu
Na żar
Na gwar
Na skwar.
Na dzisiejsze, wczorajsze
Koloratury fałsze
Na codzienny dysonans
Mezalians, czy romans.
Na cień,
Na dzień.

My rating