Dla Elizy

author:  Maksymilian Tchoń
5.0/5 | 5


Moja poezja
nie jest fasolką wyłuskaną z koszulki

nie jest też białogłową zamkniętą w wieży
człowiekiem, który surfuje w Portugalii
genem Epistemy

ale dytyrambem wiary
w kształcie ugody
z prawem tektonicznego
wstrząsu

w głowie
i rzeką miodową na sercu

zbawczą owacją
w pokoju zwierzeń
pod cieniem twoich skrzydeł
wiatru w żagle
ale o tym nie mówmy

Pomiędzy
Ósmym stanowiskiem
gdzie nieskończona wola, a liczby dyskretne
ubijają lęgowisko

Są nas rezerwy
upodlone
większe od oceanów
i wyższe niż wszelakie góry
Stołowe

Gdzie walczysz codziennie
o wpływy przy
parzeniu herbaty

Policz swój łan
a zaprzysiężone zostaną
dziewice

klin wbijając
między fiordy wybrzeża
a może

post ścisły

(Jeden, jedyny raz)
Nie licz dni, spraw, by dni się liczyły
w roku przestępnym, występnym
- bezbożnym

W taki dzień
jak Wczoraj
bo
byłaś zła na zielono

Poem versions


 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
18.02.2026,  Rafał Gatny

My rating

My rating:  
18.02.2026,  Laura Alszer

My rating

My rating: