Święty
Ciągnąłem za sobą swój statek
ale kamienie przemawiały
Byłem zaklęciem
jadalnych łask
u Boga
Jedynego wariantu zarażenia
Prawdą u boku
sąsiedniej Wyspy Śmierci
Zastrzelony przez pustynię
i zmartwychwstały morzem
Łaknę i pragnę
Piasku
Pieśń rozgrzmiała
Zbiera się rada cieni
Słońce nie
zachodzi potrzeba
pośpiech jako doradca
odejścia tyłem
w krainę lodu
Mój kod do wieczności
składający się
z fundamentów
innego Końca Świata
Jadło i picie
ułożone w koszyku księżyca
choć znamy cię tylko
z jednej strony
Względem liczby
Jego obietnicy
ślepnąc w dźwięku
nieusłyszanym
zdzierając linie papilarne
z muzeum historii
Zostawiam religie starożytności
Bo jestem wart iżby jednego Szylinga
By nowe cienie
zagrały na ścianie jaskini
podczas Uczty
cierpliwości Głazu
i diabelskie tournee
po Przylądkach
Dobrych Nadziei
schodzę w kręgi
coraz niżej
by u dna
dosięgnąć aktu stworzenia
Oddając krew
za permanentny
głód jesiennego
natchnienia
ugoda
z tytułem ostatniej
księgi
W ręcznym
napędzaniu wrzeciona
błogosławion
Cichy
albowiem
dopóki, dopóty
zobaczę wiekuistość
w świetle cieniu
prawdzie kłamstwie
oddechu zatorze
moje echo
podziału
w wolności słowa
i niewoli pokusy
z jednej strony
Alfa
z drugiej
Omega
i całego przemilczenia między
ciszą a ciszą
o ile słowa się kołyszą
Któż by pojął
suche łzy
na bliźnie pewności
cześć i wojna
o przesłanie
dossier
na wszystkie
Syreny
oceanu
a Moja załoga
czeka na oczyszczenie
przez listonosza
Dobrych Nadziei
rozkaz pada jak promień
powstają tylko idee
Ten jeden raz
Święty
ten jeden raz
zabawię się
klątwą życia
wiecznego
i wyjdę
z latem tajemnic
roku przestępnego
na brzeg
ale kamienie przemawiały
Byłem zaklęciem
jadalnych łask
u Boga
Jedynego wariantu zarażenia
Prawdą u boku
sąsiedniej Wyspy Śmierci
Zastrzelony przez pustynię
i zmartwychwstały morzem
Łaknę i pragnę
Piasku
Pieśń rozgrzmiała
Zbiera się rada cieni
Słońce nie
zachodzi potrzeba
pośpiech jako doradca
odejścia tyłem
w krainę lodu
Mój kod do wieczności
składający się
z fundamentów
innego Końca Świata
Jadło i picie
ułożone w koszyku księżyca
choć znamy cię tylko
z jednej strony
Względem liczby
Jego obietnicy
ślepnąc w dźwięku
nieusłyszanym
zdzierając linie papilarne
z muzeum historii
Zostawiam religie starożytności
Bo jestem wart iżby jednego Szylinga
By nowe cienie
zagrały na ścianie jaskini
podczas Uczty
cierpliwości Głazu
i diabelskie tournee
po Przylądkach
Dobrych Nadziei
schodzę w kręgi
coraz niżej
by u dna
dosięgnąć aktu stworzenia
Oddając krew
za permanentny
głód jesiennego
natchnienia
ugoda
z tytułem ostatniej
księgi
W ręcznym
napędzaniu wrzeciona
błogosławion
Cichy
albowiem
dopóki, dopóty
zobaczę wiekuistość
w świetle cieniu
prawdzie kłamstwie
oddechu zatorze
moje echo
podziału
w wolności słowa
i niewoli pokusy
z jednej strony
Alfa
z drugiej
Omega
i całego przemilczenia między
ciszą a ciszą
o ile słowa się kołyszą
Któż by pojął
suche łzy
na bliźnie pewności
cześć i wojna
o przesłanie
dossier
na wszystkie
Syreny
oceanu
a Moja załoga
czeka na oczyszczenie
przez listonosza
Dobrych Nadziei
rozkaz pada jak promień
powstają tylko idee
Ten jeden raz
Święty
ten jeden raz
zabawię się
klątwą życia
wiecznego
i wyjdę
z latem tajemnic
roku przestępnego
na brzeg

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating