Co mi dolega?
W sumie nic oprócz wschodu twarzy po drugiej stronie łóżka.
Twarzy, którą cierpkie zwierciadło utrwaliło pod moimi powiekami.
Wznoszę się ku słowom ugrzęzłym w gardle, gdy nocna lampka i jej blask przydymionej żarówki, oślepia talerz pełen cierpkich owoców tarniny.
Co mi dolega?
W sumie nic wielkiego. Przeżywam na nowo kolejne ucieczki w oparach wschodzącego słońca, by spotkać się z buntownikiem wewnątrz siebie.
Buntownikiem, który lepiej niż wszelkie objawy czułości i wbrew prawom Dekalogu wie co dla mnie dobre. Przypalam papierosa. Nikotyna mnie uspokaja.
Co mi dolega?
Nietkięta, nierzeczywista złożoność natury człowieka. Jego wybiegi, próby pogodzenia się ze śmiercią, plamy krwi na podłodze. Bezimienne groby.
To co zostało we mnie wybrane i pozostało
nienaruszone. Od brzegu przeskoku od dzieciństwa aż po brzeg osiągnięty czyli nieuchronną starość.
Co mi dolega?
Nierozważna terażniejszość, która bezpowrotnie niknie. Moje szaleństwo, które płynie w aorcie i które krzepnie we mnie szybciej niż krew.
Twarzy, którą cierpkie zwierciadło utrwaliło pod moimi powiekami.
Wznoszę się ku słowom ugrzęzłym w gardle, gdy nocna lampka i jej blask przydymionej żarówki, oślepia talerz pełen cierpkich owoców tarniny.
Co mi dolega?
W sumie nic wielkiego. Przeżywam na nowo kolejne ucieczki w oparach wschodzącego słońca, by spotkać się z buntownikiem wewnątrz siebie.
Buntownikiem, który lepiej niż wszelkie objawy czułości i wbrew prawom Dekalogu wie co dla mnie dobre. Przypalam papierosa. Nikotyna mnie uspokaja.
Co mi dolega?
Nietkięta, nierzeczywista złożoność natury człowieka. Jego wybiegi, próby pogodzenia się ze śmiercią, plamy krwi na podłodze. Bezimienne groby.
To co zostało we mnie wybrane i pozostało
nienaruszone. Od brzegu przeskoku od dzieciństwa aż po brzeg osiągnięty czyli nieuchronną starość.
Co mi dolega?
Nierozważna terażniejszość, która bezpowrotnie niknie. Moje szaleństwo, które płynie w aorcie i które krzepnie we mnie szybciej niż krew.

My rating
My rating
My rating