Duch starych rękopisów
jestem jak doktor Jekyll i mr. Hyde
w dzień doniczką w której rosną osty
nocą zaś wyrzutem waszych sumień
dlatego mam cztery dłonie
a pory roku usychają w glinianym wazonie
a ty nie przerywaj grajku
graj
niech skrzypce zapłaczą
dzisiaj wtorek
codzienny rytuał spisywania grzechów
na suchej fakturze skóry
piórem umoczonym we krwi
jestem zmęczony
zasypiam nad grzechem zwątpienia
a to dopiero dziewiąta rano
staję się duchem starych rękopisów
litografii i rycin wszystkich (nie)świętych
pierdolniętych
miasto jeszcze milczy
chroni mnie przed sobą
a pod nogami dwa węże
wiją się w dzikim spaźmie
płynę ku słońcu
deszcz w końcu przestał padać
zostawił po sobie mokre chodniki
i bordowe żyłki na mojej twarzy
piszę...
mimo krótkich zawahań
wciąż mi trudno przyznać się przed wami
do tych wszystkich myśli
świdrujących moją głowę
niczym dentysta ząb na NFZ
tylko spokojnie
nie będzie bolało
mowa trawa
ale na wszelki wielki
ściskam go za genitalia
w zeszłym tygodniu umarły moje hortensje
nie zdążyłem nacieszyć się widokiem kwiecia
zostało po nich kilka nasion
to wy i ja
a teraz ja w zwojach gazy
czekam aż los pozwoli mi wykiełkować
a wy w swoich doniczkach
naznaczeni dotykiem gliny
nie próbujcie mnie odwijać
pomiędzy kolejnymi zwojami
znajdziecie tylko marną garstkę popiołu
i zapisane kartki jak witraże w opuszczonym klasztorze
w dzień doniczką w której rosną osty
nocą zaś wyrzutem waszych sumień
dlatego mam cztery dłonie
a pory roku usychają w glinianym wazonie
a ty nie przerywaj grajku
graj
niech skrzypce zapłaczą
dzisiaj wtorek
codzienny rytuał spisywania grzechów
na suchej fakturze skóry
piórem umoczonym we krwi
jestem zmęczony
zasypiam nad grzechem zwątpienia
a to dopiero dziewiąta rano
staję się duchem starych rękopisów
litografii i rycin wszystkich (nie)świętych
pierdolniętych
miasto jeszcze milczy
chroni mnie przed sobą
a pod nogami dwa węże
wiją się w dzikim spaźmie
płynę ku słońcu
deszcz w końcu przestał padać
zostawił po sobie mokre chodniki
i bordowe żyłki na mojej twarzy
piszę...
mimo krótkich zawahań
wciąż mi trudno przyznać się przed wami
do tych wszystkich myśli
świdrujących moją głowę
niczym dentysta ząb na NFZ
tylko spokojnie
nie będzie bolało
mowa trawa
ale na wszelki wielki
ściskam go za genitalia
w zeszłym tygodniu umarły moje hortensje
nie zdążyłem nacieszyć się widokiem kwiecia
zostało po nich kilka nasion
to wy i ja
a teraz ja w zwojach gazy
czekam aż los pozwoli mi wykiełkować
a wy w swoich doniczkach
naznaczeni dotykiem gliny
nie próbujcie mnie odwijać
pomiędzy kolejnymi zwojami
znajdziecie tylko marną garstkę popiołu
i zapisane kartki jak witraże w opuszczonym klasztorze

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating