w przeddzień jesieni
uformuję
swoje małe szczęścia
w pękate sześciany
i przechowam w drewnianym pudełku
jak święty chleb i sól
gdy zmierzch napełni mnie lękiem
ostrożnie wyjmę jeden
zliżę pokrywający go meszek
i zanim się w dłoni rozpadnie
popiję herbatką z bimbrem
pożegnam chłód
i całe życie dziwnie nieproste
wstąpię w nicości przestrzeń
aż zagotuje się mózg -
będzie mi ciepło i dobrze
mimo że słońce gdzieś za mgłami
zachodu krwawym palcem
zamyka oczy podwaja strach
zwala kolejnych z nóg
nie w czas
Yvonne Maria Misztal
swoje małe szczęścia
w pękate sześciany
i przechowam w drewnianym pudełku
jak święty chleb i sól
gdy zmierzch napełni mnie lękiem
ostrożnie wyjmę jeden
zliżę pokrywający go meszek
i zanim się w dłoni rozpadnie
popiję herbatką z bimbrem
pożegnam chłód
i całe życie dziwnie nieproste
wstąpię w nicości przestrzeń
aż zagotuje się mózg -
będzie mi ciepło i dobrze
mimo że słońce gdzieś za mgłami
zachodu krwawym palcem
zamyka oczy podwaja strach
zwala kolejnych z nóg
nie w czas
Yvonne Maria Misztal

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating