Jak Houdini
Otóż: gdyby kiedyś zabrakło mi mnie samemu...
Czułbym niepokój, taki który czuje nałogowy palacz, gdy nie ma co zapalić.
Obawiam się, że zacznę znikać powoli. Jak plama wody na rozgrzanej blasze samochodu. Zatracę się w szczelinach spękanych chodników, zapomnę kim jestem.
Wyparuję jak Houdini w szarości dnia. Odkryję swoje istnienie w błogiej ciszy, w kartach książek, które przeczytałem i które czytam. Stanę się swoją własną metamorfozą.
Przyczyną i skutkiem własnych myśli, które niewidoczne dla innych oczu, staną się tym czym nie są. Dlatego okulary noszę pomiędzy trzecim okiem a stalówką pióra z wygrawerowanym uczuciem. Tam tkwi istota mojego istnienia.
Tu gubię wzrok. Tu pielęgnuję moje pożądanie Twojego ciała. Tu nic się nie psuje i nic się nie kończy. Tu wszystko ma swój początek.
Wyparuję jak Houdini i stanę się daniną własnego ciała, którą składam Tobie ilekroć budzę się o trzeciej nad ranem w obcym dla mnie pokoju.
Czułbym niepokój, taki który czuje nałogowy palacz, gdy nie ma co zapalić.
Obawiam się, że zacznę znikać powoli. Jak plama wody na rozgrzanej blasze samochodu. Zatracę się w szczelinach spękanych chodników, zapomnę kim jestem.
Wyparuję jak Houdini w szarości dnia. Odkryję swoje istnienie w błogiej ciszy, w kartach książek, które przeczytałem i które czytam. Stanę się swoją własną metamorfozą.
Przyczyną i skutkiem własnych myśli, które niewidoczne dla innych oczu, staną się tym czym nie są. Dlatego okulary noszę pomiędzy trzecim okiem a stalówką pióra z wygrawerowanym uczuciem. Tam tkwi istota mojego istnienia.
Tu gubię wzrok. Tu pielęgnuję moje pożądanie Twojego ciała. Tu nic się nie psuje i nic się nie kończy. Tu wszystko ma swój początek.
Wyparuję jak Houdini i stanę się daniną własnego ciała, którą składam Tobie ilekroć budzę się o trzeciej nad ranem w obcym dla mnie pokoju.

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating