Wieża

author:  Przemek Trenk
5.0/5 | 4


Dzisiaj w nocy nie spałem. Widziałem cię jak stałaś przy regale z książkami i układałaś sny w kolejności alfabetycznej.

To był alfabet japoński. Księżyc ciął ideogramy na plastry. Cień jednego ze snów skierował swój wektor w stronę przyszłości.

W niej wspólnie budowaliśmy domki dla wiewiórek i usypywaliśmy liście w małe kupki. To były sypialnie dla jeży.

Milczeliśmy o nas, o końcu świata. Zerwał się wiatr i rozwiał liście. Strącił domki dla wiewiórek. Budowaliśmy od nowa. Budowaliśmy snami.

W nich wiewiórki były niebieskie i miały pawie ogony. Jedna z nich była martwa. Ona już nie zmartwychwstanie. Uwięziona w smutnej klatce niebieskiego ciała.

A my dalej budowaliśmy. Twoje roztargnienie przy wyborze snów okazało się wirtuozerią.

Budowaliśmy wyobraźnią, nutą piosenki Armstronga "What a wonderful world".
Tego już wiatr nie rozwiał. W tym plastrze snu spoglądaliśmy w niebo.

Zbudowaliśmy dom na czubku dzwonnicy katedry Notre Dame. Mieliśmy kominek w którym paliliśmy naszą poezją. Ufaliśmy matce Joannie od upadłych aniołów.

Wieża. Ona jest cierpliwym końcem mojego snu. A w nim budowaliśmy a ja napisałem piosenkę o kocie i moich ulubionych ciastkach z których zlizywał nadzienie.

Gdy się obudziłem, w radiu puszczali Freddiego "Love kills". Ty spałaś przytulona do naszego psa. Zbudowałem sobie niebo z którego nigdy nie spadnę.



 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
17.12.2024,  Ula eM