Mozaika katowicka | version: 25.03.2014 22:28
Południe w Katowicach to jest czas pantografów,
atletów stalowych tak silnych, że iskrzy,
gdy mijają dźwięk dzwonów z Kościoła Mariackiego.
Po linie, po linie, ciągną wagoniki
a na rynku drży nieco od jaskółek bezskrzydłych,
które tylko szumem lżejszych spódnic zwiastują
rychłe nadejście kwitnących rabat. To już?
A trochę dalej na północ nawlekają się obłoki
na perłowe korale balkonów Osiedla Tysiąclecia.
Niżej szara tętnica pulsuje krwinkami aut pospiesznych.
A z dworca odejdą pociągi, potoczą się brukiem walizki.
Więc to jest to: Wielkie miasto. Co nie przystaje na chwilę.
Wyśnił się sen futurystów wśród poniemieckich kamienic.
Miasto, masa, maszyna. I dzwony od Mariackiego.
atletów stalowych tak silnych, że iskrzy,
gdy mijają dźwięk dzwonów z Kościoła Mariackiego.
Po linie, po linie, ciągną wagoniki
a na rynku drży nieco od jaskółek bezskrzydłych,
które tylko szumem lżejszych spódnic zwiastują
rychłe nadejście kwitnących rabat. To już?
A trochę dalej na północ nawlekają się obłoki
na perłowe korale balkonów Osiedla Tysiąclecia.
Niżej szara tętnica pulsuje krwinkami aut pospiesznych.
A z dworca odejdą pociągi, potoczą się brukiem walizki.
Więc to jest to: Wielkie miasto. Co nie przystaje na chwilę.
Wyśnił się sen futurystów wśród poniemieckich kamienic.
Miasto, masa, maszyna. I dzwony od Mariackiego.
Poem versions
- 26.03.2014 12:36
- 25.03.2014 22:28

My rating
My rating
My rating
My rating
Moja ocena
....ktoś,czyli- Ty nareszcie poedział prawdę.W wierszu to nie jest łatwe....
a jednaj Ty potrafiłeś,biję Ci brawo na stojąco......
Agata