Rok 2006
Podejrzenia padły na mnie dokładnie 13 grudnia roku 2006.
Moje myśli skierowały się przeciwko mnie,
osaczyły ze wszystkich stron i powodowały,
że przestałem wierzyć w jakąkolwiek rzeczywistość.
Jednym ratunkiem było pisanie wierszy.
Odczuwałem wielkie pragnienie by pisać własną krwią,
lecz bałem się zranić.
Używałem więc czerwonego atramentu.
Pisałem je na małych karteluszkach.
Nocami wychodziłem z mieszkania i rozrzucałem zapisane
skrawki papieru na chodniki i ulice.
Jednej z nocy ukląkłem przed drzwiami kościoła
i wcisnąłem karteczkę w szparę między deskami.
Rano wychodziłem na spacer
zmuszany przez natrętne myśli
i obserwowałem ludzi, którzy chodzili
z przyczepionymi kartkami do czół,
na których widniały zapisane czerwone słowa.
Mamrotali pod nosem
prawdopodobnie moją poezję.
Z głośników przytwierdzonych do latarni
były transmitowane msze,
na których recytowano moje wiersze.
Całe miasto stało się krwistą poezją.
Podniosłem jedną z leżących karteczek
zapisanych czerwonym atramentem.
Nie potrafiłem jej odczytać, nie było wyrazów,
ani liter, jedynie różne zawijasy i bazgroły,
które imitowały pismo.
Do tej pory nie potrafię sobie przypomnieć
tych wszystkich wierszy, które wtedy wypisywałem,
a które recytowało całe miasto.
Moje myśli skierowały się przeciwko mnie,
osaczyły ze wszystkich stron i powodowały,
że przestałem wierzyć w jakąkolwiek rzeczywistość.
Jednym ratunkiem było pisanie wierszy.
Odczuwałem wielkie pragnienie by pisać własną krwią,
lecz bałem się zranić.
Używałem więc czerwonego atramentu.
Pisałem je na małych karteluszkach.
Nocami wychodziłem z mieszkania i rozrzucałem zapisane
skrawki papieru na chodniki i ulice.
Jednej z nocy ukląkłem przed drzwiami kościoła
i wcisnąłem karteczkę w szparę między deskami.
Rano wychodziłem na spacer
zmuszany przez natrętne myśli
i obserwowałem ludzi, którzy chodzili
z przyczepionymi kartkami do czół,
na których widniały zapisane czerwone słowa.
Mamrotali pod nosem
prawdopodobnie moją poezję.
Z głośników przytwierdzonych do latarni
były transmitowane msze,
na których recytowano moje wiersze.
Całe miasto stało się krwistą poezją.
Podniosłem jedną z leżących karteczek
zapisanych czerwonym atramentem.
Nie potrafiłem jej odczytać, nie było wyrazów,
ani liter, jedynie różne zawijasy i bazgroły,
które imitowały pismo.
Do tej pory nie potrafię sobie przypomnieć
tych wszystkich wierszy, które wtedy wypisywałem,
a które recytowało całe miasto.

@ Zuluz
Albo melancholijne... :p@ migdałowa_melancholia
To chyba jakieś marketowe..:P@ Zuluz
Migdałami niekoniecznie, migdały są gorzkie ;)My rating
@ migdałowa_melancholia
I migdałami? :P@ Małgorzata Gadaszewska
Dziękuję za słowa uznania.Również pozdrawiam.
:3
Moja ocena
Całe szczęście cenzorów poezji można łatwo przekupić komplementami :PMy rating
Moja ocena
Świetny tekst. Czyta się rewelacyjnie. Pozdrawiam.My rating
My rating
My rating
My rating