Au revoir, Przyjacielu!
Dystyngowana mniejszość
żąda na walnym
zebraniu oddechów
pełni w istocie
dorabianych kluczy
do bram niebios
Dzisiaj potrzeba nam
wytrychu,
bo skamieniali
egzegeci Prawdy
utajnili w sejfach
dytyramby wiary
Jakkolwiek
zdejmiesz ze mnie zachwyt
obdarzę cię nieuchronną
prognozą życia
po śmierci
w tyglu kultury
lubieżnie
rozbieranych z miru
do matki ziemi
albo wody,
Przyjacielu, wody,
która obmywa ręce
pachnących ran,
które wyzwalają
które koją
które zbawiają
teatr bez kurtyny
A w nas jest wiele
sztuki
z minionej epoki
z epoki, która nadejdzie
i tej współczesnej,
która ma Imię
i która Bez imienia
jak Miasto,
niesione na barkach
przez wieloryba
lub rekina biznesu
albo złota rybkę
niekiedy płotkę
Jesteś mistrzem ceremonii
dobierania kolorów
do cieni
tańczących na ścianie
w akcie namiętności
do baroku
Jestem apologetą
wartości mądrości i piękna
Wydałem za mąż
własną refleksję
Jedynie westchnienie
może mnie porwać
z falą dystychu
w którym dwa konteksty dziejowe
przed naszą erą
i w naszej erze
dokonuje się
rabacja mienia
koordynatorów
w labiryncie
żył i aort
do serca
od serca
ewokowanych
na pewne
alibi
chwil szczęśliwych
i chwil nie do zapomnienia
Pędźmy tym rydwanem
Historii
za łobuzami,
którzy nie czytają
którzy nie czytają psalmów
i cały świat
oponując ideom
stawiają na
Miłość
Wiarę
i Nadzieję,
bo największa a nich
spacerując po Pradze
zrywa
z monumentów
złoto
i kusi brzegami
delty ud,
w której zakotwiczyłem
i nie rzucim ziemi,
gdyż tu
mój lud
grawerował inskrypcje
proroków
na sklepieniach
krzyżowo-żebrowych
pękają ściany
Jeśli coś wiesz
to rozumiesz,
że fatum ludzkiego rodzaju
spoczywa w rękach
głupców
Nie mogłem wam
tego wcześniej powiedzieć,
gdyż borykałbym się
z requiem
Dlatego boję się,
że kiedyś będę płakał,
że w nowej erze urodzaju
bunt wznieci słowo
poety,
zaś Bóg złapany
za nogawkę
reżyserując życie
da ci wszystko,
co a priori
siłą rzeczy
Nocy gwieździste
Dnie zamaszyste
dmąc wiatr w żagle
żegnajcie!
Ujadam węglem czasu
w sztolniach łez
z grozą wpisaną
w życie wieczne
żegnaj!
bo kuję dla świata
prawdę
Koneczny
Au revoir!
żąda na walnym
zebraniu oddechów
pełni w istocie
dorabianych kluczy
do bram niebios
Dzisiaj potrzeba nam
wytrychu,
bo skamieniali
egzegeci Prawdy
utajnili w sejfach
dytyramby wiary
Jakkolwiek
zdejmiesz ze mnie zachwyt
obdarzę cię nieuchronną
prognozą życia
po śmierci
w tyglu kultury
lubieżnie
rozbieranych z miru
do matki ziemi
albo wody,
Przyjacielu, wody,
która obmywa ręce
pachnących ran,
które wyzwalają
które koją
które zbawiają
teatr bez kurtyny
A w nas jest wiele
sztuki
z minionej epoki
z epoki, która nadejdzie
i tej współczesnej,
która ma Imię
i która Bez imienia
jak Miasto,
niesione na barkach
przez wieloryba
lub rekina biznesu
albo złota rybkę
niekiedy płotkę
Jesteś mistrzem ceremonii
dobierania kolorów
do cieni
tańczących na ścianie
w akcie namiętności
do baroku
Jestem apologetą
wartości mądrości i piękna
Wydałem za mąż
własną refleksję
Jedynie westchnienie
może mnie porwać
z falą dystychu
w którym dwa konteksty dziejowe
przed naszą erą
i w naszej erze
dokonuje się
rabacja mienia
koordynatorów
w labiryncie
żył i aort
do serca
od serca
ewokowanych
na pewne
alibi
chwil szczęśliwych
i chwil nie do zapomnienia
Pędźmy tym rydwanem
Historii
za łobuzami,
którzy nie czytają
którzy nie czytają psalmów
i cały świat
oponując ideom
stawiają na
Miłość
Wiarę
i Nadzieję,
bo największa a nich
spacerując po Pradze
zrywa
z monumentów
złoto
i kusi brzegami
delty ud,
w której zakotwiczyłem
i nie rzucim ziemi,
gdyż tu
mój lud
grawerował inskrypcje
proroków
na sklepieniach
krzyżowo-żebrowych
pękają ściany
Jeśli coś wiesz
to rozumiesz,
że fatum ludzkiego rodzaju
spoczywa w rękach
głupców
Nie mogłem wam
tego wcześniej powiedzieć,
gdyż borykałbym się
z requiem
Dlatego boję się,
że kiedyś będę płakał,
że w nowej erze urodzaju
bunt wznieci słowo
poety,
zaś Bóg złapany
za nogawkę
reżyserując życie
da ci wszystko,
co a priori
siłą rzeczy
Nocy gwieździste
Dnie zamaszyste
dmąc wiatr w żagle
żegnajcie!
Ujadam węglem czasu
w sztolniach łez
z grozą wpisaną
w życie wieczne
żegnaj!
bo kuję dla świata
prawdę
Koneczny
Au revoir!
Poem versions

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating