Wezbrana
Kiedy zasnę, podetną mi skrzydła.
Ale zostawią nogi. Stanę na nich mocno,
od początku do końca i w środku.
Wcale nieślepym trafem wydłubię
spod paznokci naskórek bitnych proroków.
A jeśli urwą mi głowę?
Jeśli mrówka połknie słonia z kopytami?
Albo lepiej – gałąź złamie się pod muchą?
Czy te dwa szczudła uniosą ciężar
soli rzuconej między oczy?
Gdyby tak się stało w niezwolnionym tempie,
to kikuty rozpiszą harmonogram
bez liter, bez znaków, bez wszystkiego,
co grawitacja pełni bez księżyca
odepchnie w rozproszeniu.
Kasia Dominik
Ale zostawią nogi. Stanę na nich mocno,
od początku do końca i w środku.
Wcale nieślepym trafem wydłubię
spod paznokci naskórek bitnych proroków.
A jeśli urwą mi głowę?
Jeśli mrówka połknie słonia z kopytami?
Albo lepiej – gałąź złamie się pod muchą?
Czy te dwa szczudła uniosą ciężar
soli rzuconej między oczy?
Gdyby tak się stało w niezwolnionym tempie,
to kikuty rozpiszą harmonogram
bez liter, bez znaków, bez wszystkiego,
co grawitacja pełni bez księżyca
odepchnie w rozproszeniu.
Kasia Dominik

My rating
My rating