Pomyłka.. | version: 9.05.2017 00:45
Zima zawsze kojarzy mi się z mrozem, wiatrem i przenikliwym chłodem. Jestem "ciepłolubna", pewnie dlatego, że urodzona w czerwcu. Mam jednak duszę romantyczki i siłą rzeczy potrafię zachwycić się i tą porą roku, zwłaszcza wtedy, kiedy sypie śnieg i otula ziemię białą pierzyną. Wyciągam wtedy komórkę i robię zdjęcia drzew pokrytych delikatnym puchem, które wyglądają jak z baśni o Królowej Śniegu. Potrafię wtedy stać w zimnie i zadzierać głowę wysoko , podziwiając korony drzew, które w promieniach słońca błyszczą, jak najcenniejszy kruszec. Uwielbiam też długie spacery nad Maltę. Po drodze mijam las i wsłuchuję się w muzykę jego ciszy. To są moje cenne chwile bycia samą ze sobą . Najczęściej jednak wolę ciepełko domowe, gdzie oddaję się słuchaniu muzyki Vivaldiego z książką w ręku , herbatką z cytryną, miodem i imbirem. Tak właśnie zamierzałam spędzić popołudnie tego mroźnego grudniowego dnia. Wracałam z pracy zmęczona i marzyłam o gorącym prysznicu i oddaniu się całkowitemu relaksowi. Byłam już blisko domu, kiedy bezwiednie zboczyłam z drogi i wstąpiłam do kościoła. Tak bez określonego celu, bo mszy, ani nabożeństwa w tym czasie nie było. Nachodzi mnie nieraz ochota pogawędki z Bogiem na różne tematy, albo zwyczajnie chcę posiedzieć, pomodlić i wyciszyć nieco. Kiedy przyklęknęłam zauważyłam skuloną, rozmodloną postać siedzącą dwie ławki przede mną. Chyba ściągnęłam ją wzrokiem, bo odwróciła się i zaczęła zbliżać wolno w moim kierunku. Pewnie idzie do wyjścia pomyślałam i schyliłam głowę skupiona na modlitwie. Jednak zatrzymała się obok mnie i wyszeptała: " pomódl się za rodziców, dzisiaj ci pomogą". W tym momencie poczułam przecudny zapach fiołków,intensywny, kojący, przyjazny. Przez chwilę miałam wrażenie, że jestem na łące usianej kwiatami. Odpłynęłam! Ocknęłam się nie wiem po jakim czasie i nie ukrywam, że z niechęcią. Chciałam odpowiedzieć, że ilekroć jestem w kościele zawsze to robię i wiem, że mi pomagają , ale postać dziwnie nie zniknęła nagle, tylko powoli rozpłynęła się w półmroku. Na chwilę zastygłam w bezruchu, zdrętwiałam, ale nie był to lęk, Nawet nie zauważyłam, czy to kobieta, czy mężczyzna. Chyba mam przewidzenia ze zmęczenia pomyślałam i szybko zapomniałam o zdarzeniu, tylko żarliwiej pomodliłam się za rodziców. Po powrocie do domu zadzwonił telefon. Przyjaciółka przyjechała do Poznania i chciała się spotkać. Zapomniałam o planowanym "nicnierobieniu", wzięłam szybki prysznic, "machnęłam" świeży makijaż, ubrałam się pośpiesznie i wyszłam na spotkanie z Dorotą. Miałyśmy ulubiony, kameralny klub, gdzie można było swobodnie poplotkować. Kiedy dotarłyśmy na miejsce tuż przed drzwiami nagle się zatrzymałam i schwyciłam Dorotę za rękę krzycząc: STÓJ ! Spojrzała na mnie, jak na wariatkę, ale zatrzymała się i spytała: przestań wrzeszczeć..o co ci chodzi? Ja patrząc na nią odpowiedziałam zdziwiona , że nie wiem. Nagle usłyszałyśmy straszny huk i zobaczyłyśmy, jak z ogromną siłą runął daszek nad schodami prowadzącymi do klubu. Był obciążony warstwą zamarzniętego śniegu i nie wytrzymał naporu jego ciężaru. Stałyśmy osłupiałe przez chwilę. Pierwsza wydobyła z siebie głos Dorota: skąd wiedziałaś? Odpowiedziałam po chwili: to nie ja, to moi Rodzice. Zawsze czułam, że są przy mnie w każdej radości i w każdym smutku, że pomagają w podejmowaniu trudnych decyzji, że czuwają nade mną, ale tamtego popołudnia upewniłam się o tym tak realnie, tak dosłownie, tak namacalnie, że nigdy o tym nie zapomnę. Nadal jednak nie wiem, kim była tajemnicza postać w kościele. Myślę o niej często i chyba zrozumiałam, że za mało modliłam się za tych, którzy przeszli na drugą stronę, bo od tego czasu robię to często i dziękuję za to, że są...zawsze są. Z pewnością Pan Bóg postawił mi na drodze ową postać, bym nigdy nie zwątpiła. Miałam przypuszczenia, takie ludzkie na pograniczu marzenia, że to może Mama prosiła o więcej modlitwy , ale pewnie to tylko moje pragnienie.
Tę historię zna tylko moja najbliższa rodzina i Dorota. Zdarzyła się ona 12 grudnia 2014 r. Uznałam jednak, że warto się podzielić nią szerszemu gronu odbiorców, co nie omieszkałam zrobić
Tę historię zna tylko moja najbliższa rodzina i Dorota. Zdarzyła się ona 12 grudnia 2014 r. Uznałam jednak, że warto się podzielić nią szerszemu gronu odbiorców, co nie omieszkałam zrobić
Poem versions
- 9.05.2017 13:56
- 9.05.2017 00:45
COMMENTS
ADD COMMENT
